Avatar i ekofilozofia

Avatar i ekofilozofia

W oczekiwaniu na drugą część filmu Avatar, która ma ukazać się w 2020 r., w niemal już dekadę po premierze pierwszej części, przypominam sobie swoje pierwsze wrażenie po obejrzeniu tego wspaniałego dzieła Jamesa Camerona (2009). Było ono takie: to ważne ekofilozoficzne przesłanie, wyrażone w formie filmu! Reżyserowi udało się doskonale zilustrować ideę, że przyroda i umiejętność życia w symbiozie z naturą jest cenniejsza, niż chęć eksploatacji jej zasobów dla zysku, niż zmilitaryzowana i ekspansywna technologia, podbój i technokracja. Film idealnie oddaje istotę problematyki ekologicznej i konfliktu na linii cywilizacja techniczna – natura i społeczności żyjące z nią w symbiozie (lud Na'vi). Mimo uplasowania filmu jako gatunku science fiction, po przypisaniu do jego głównych elementów odpowiedników naszej ziemskiej rzeczywistości, odczytujemy aktualny, ważny i kluczowy, ekofilozoficzny właśnie sens.


Korporacja RDA, poszukująca na Pandorze minerału „unobtainium”, który chce pozyskać za wszelką cenę dla zwiększenia swoich zysków, jest symbolem ziemskich korporacji, eksploatujących zasoby naszej planety, zasadniczo w sposób niezrównoważony i szkodliwy dla środowiska, a często i społeczności lokalnych (przykład: kompanie naftowe i wydobywcze eksploatujące złoża w Ameryce Południowej). Mimo fantastyki film podejmuje do bólu prawdziwe i ważne problemy współczesnej cywilizacji.


Przewidując tendencje rozwoju technologii można uznać, że w przyszłości cywilizacja techniczna będzie poszukiwać złóż i zasobów na planetach i księżycach w kosmosie, a korporacje robiłyby to z pewnością i teraz, gdyby tylko miały techniczne możliwości i środki. Z dzisiejszej perspektywy najbardziej fantazyjne w filmie wydają się dwa momenty: opanowanie podróży kosmicznych oraz możliwość przeniesienia swojej świadomości do innego podmiotu - avatara (choć odkrycie w ostatnim czasie fal grawitacyjnych, a także zaawansowana technologia przeszczepów (wkrótce być może już głowy/tułowia), nie mówiąc już o całym cybernetycznym matrixie naszej rzeczywistości, niepokojąco zbliża nas do tych kierunków). 

Współczesna technologia ziemska, w tym militarna, nie jest tak rozwinięta jak w filmie, a nasza przyroda nie tak bujna i fantastyczna jak przyroda Pandory, choć bioróżnorodność lasów tropikalnych (w dużej mierze jeszcze nie odkryta), ale i podmorskich głębin, może nas zdumieć i zachwycić w równym stopniu. To jednak warstwa estetyczna filmu, która nie powinna nam przesłaniać fundamentalnego sensu, że bogactwo przyrody, jej bioróżnorodność oraz harmonijne współżycie z nią ludzkich społeczności jest śmiertelnie zagrożone ze strony chciwej i technokratycznej, zmilitaryzowanej cywilizacji i jej ekspensywnych koncernów przemysłowych. Choć same w sobie twory techniki mogą wydawać się fascynujące, pełnią one konkretne funkcje imperialne i kolonizacyjne. Misja korporacji RDA w filmie jest w sumie analogiczna do misji konkwistadorów, którzy wyruszali na podbój Ameryki w XVI I XVII wieku, zachodniego kolonializmu, jak i do współczesnej eksploatacji zasobów puszczy Amazońskiej przez korporacje i państwa. W naszej rzeczywistości państwa dominowane są coraz bardziej przez korporacje, które, z uwagi na swoją siłę ekonomiczną stają się rozgrywającymi podmiotami politycznymi. W filmie cywilizację techniczną reprezentuje korporacja RDA, prowadząca swoją własną biznesową politykę ekspansji, sprzęgniętą z potężną siłą militarną.


Akcjonariuszy korporacyjnych spółek nie interesuje w jaki sposób zarabiane są pieniądze na ich udziały, akcje i dywidendy, że odbywa się to kosztem przyrody, bioróżnorodności, lokalnych społeczności i naszej przyszłości. Rozwój tych niezrównoważonych społecznie i ekologicznie sposobów gospodarowania i zarabiania odbywa się dzięki niewiedzy i nieświadomości akcjonariuszy i klientów. Tak jest przynajmniej w naszej rzeczywistości, choć nie można wykluczyć, że wiele osób jest świadomych skutków społecznych i ekologicznych swoich decyzji inwestycyjnych i robi to z premedytacją. Jest to jednak osobny temat tzw. zrównoważonego inwestowania (sustainable investment). Choć na filmie nie jest to pokazane, możemy domyślać się analogicznej sytuacji w przypadku akcjonariuszy RDA.


Istotą filmu jest przekonanie, do jakiego dochodzi główny bohater Jake, że w gruncie rzeczy cywilizacja techniczna nie ma ludziom żyjącym w symbiozie z naturą nic atrakcyjnego do zaoferowania. Jak mówi, co możemy im dać - „Coca Colę”? Patrząc jednak na upowszechnienie się wśród ludów pierwotnych Ameryki Południowej czy Afryki różnych wynalazków cywilizacyjnych, jak buty, kalosze, ubrania i naczynia, można dojść do wniosku, że te artefakty są przydatne i potrzebne. Pozornie tak, tylko że niemal niepostrzeżenie niszczą one ich naturalne style i sposoby życia, ich naturalne kultury, zwyczaje i wierzenia. Są jak obcy: wirus, drapieżnik i szkodnik, które czynią spustoszenie w endemicznym ekosystemie. Cywilizacja zaczyna je powoli wchłaniać – cywilizować właśnie – rozpuszczając i w rezultacie redukując ich odrębną do tej pory kulturę i tożsamość.


W filmie występuje drzewo dusz Aywa. Można je uznać za alegorię centrum życia biosfery, jeden wielki żywy organizm – jak w przypadku hipotezy Gai Matki Ziemi J. Lovelock'a. W eko-filozofii Skolimowskiego Świat uznawany jest za sanktuarium, a przyroda i wszelkie istoty żywe za mające immanentną, a nie tylko instrumentalną wartość, godną rewerencji. Taką też rewerencją i empatią darzona jest przyroda przez lud Na'vi. Na Ziemi, podobny stosunek do przyrody mieli Indianie. Ludzie techno-cywilizacji, działający w paradygmacie mechanistycznym, wyznają wartości: siły, władzy, podboju, zdobywania, agresji, kontroli, przemocy, eksploatacji, egoizmu, manipulowania. Poza siłą, żądzą zysku i władzy, nie szanują i nie czczą de facto nic. Te antywartości są identyczne u współczesnych ziemskich technokratów. Doskonałym wyrazem agresywnej, technokracji jest maszyna bojowa, którą prowadzi generał Quaritch. To symbol techniki, jako protezy człowieka, będącej przedłużeniem jego ekspansywnego i przemocowego sposobu działania, chęci dominacji, podboju przyrody, lokalnych społeczności i ich eksploatacji. Podbijający Pandorę ludzie reprezentują więc antywartości względem wartości ekologicznych sprzyjających życiu i wyrażanych przez eko-etykę.


Elementem cywilizacji technicznej, najbardziej przyjaznym przyrodzie okazuje się w filmie nauka – reprezentowana przez biolożkę Grace. Choć w eko-filozofii nauka konwencjonalna (uprawiana w paradygmacie pozytywistyczno-mechanistycznym) jest uznawana na służącą ekspansywnej technice, materializmowi, instrumentalizmowi i sekularyzmowi, konkluzje nauk biologicznych i ekologicznych potwierdzają współzależność i zintegrowanie ekosystemów i znaczenie bioróżnorodności dla ich jakości i trwałości. Grace przechodzi w końcu na stronę ekologiczną – ludu Na'vi, poświęcając jednak swoje życie. W akcie tym można doszukiwać się wątku religijnego – poświęcenia i odkupienia dla zachowania wyższych i cenniejszych wartości, prezentowanych przez „ekocywilizację” ludu Na'vi.


Polem konfliktu wartości ekologicznych i technocentrycznych jest postać Jake'a. Będąc elementem, by nie rzec „trybikiem” systemu technokratyczno-korporacyjnego, pod wpływem kontaktu z Na'vi przechodzi metamorfozę i staje w otwartym konflikcie między wiernością technosystemowi, a wiernoścą Na'vi. Choć wejście w postać Avatara jest możliwe dzięki technice – w ekofilozofii nie twierdzi się przecież, że technika i technologia jest jednoznacznie zła i pejoratywna – w nowym ciele Jake uzyskuje sprawność i pełnię biologicznych możliwości. Jednocząc się z żyjącym w harmonii z przyrodą ludem Na'vi dostaje nowe życie, które zaczyna mieć dla niego wartość większą, od życia w cywilizacyjnej technostrukturze. Któż z nas, komu udało wyrwać się z dżungli miejskiej na łono prawdziwej (dzikiej) przyrody nie chciałby zostać tam dłużej? Kto nie miał żalu, że musi wracać do kotła cywilizacji miejskiej? Decyzja „wybieram przyrodę i ekologię” jest więc naturalna, choć brzemienna w skutki. To transcendentne przejście następuje z pomocą biologicznych i życiodajnych sił Ayw'y i nie ma już powrotu. Dawny Jake umiera. Pod względem duchowym, lub aksjologicznym, Jake został uzdrowiony i zekologizowany ale i w istotnym i zdrowym sensie uspołeczniony (włączony do społeczności Na'vi i jej etosu) – może żyć pełnią życia, w zgodzie z naturą i kochać Neytiri, osiągnąć szczęście.


Rozumiejąc intencje Camerona i zestawienie dla jasności przesłania dwóch przeciwstawnych biegunów – cywilizacji technicznej i dzikiej przyrody – domyślamy się że przez przerost cywilizacji techniczno-polityczno-ekonomiczno-militarnej, jakakolwiek kultura wyższa i etyka została przez nią zupełnie zdominowana, podobnie jak dzieje się to na Ziemi, gdzie kultura jest wykluczana z obszaru zainteresowań współczesnego człowieka, a jej miejsce zastępuje „rozrywająca rozrywka” i tzw. „popkultura”. Jak widać w filmie, kultura nie jest „towarem eksportowym” ziemi, tylko brutalna i agresywna technika, w tym militarna, służąc podbojom, ekspansji i eksploatacji - mechanicyzm. Kultura jest za to po stronie Na'vi, prymitywna, jednak z pewnością nie w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Jest to, tak jak kultury indiańskie, sposób życia społeczności ludzkich (w każdym razie istoto świadomych i rozumnych) w symbiozie z naturą – czyli w sposób zrównoważony i trwały.


W filmie niszczące siły zła cywilizacji technicznej zostają w końcu pokonane dzięki zjednoczeniu się plemion Na'vi i mądremu przywództwu Jake'a. W naszej rzeczywistości nie widzę tu jednak analogii. Ziemska przyroda jest w defensywie i ulega postępującej destrukcji (w tempie zanikania kilkunastu - kilkudziesięciu gatunków dziennie), a środowiska proekologiczne są często podzielone, również politycznie. Zjednoczenie Indian i ludów pierwotnych (nie mówiąc o nierealnym w naszej rzeczywistości zjednoczeniu zwierząt przeciw cywilizacji) pod wodzą ekologów byłoby więc tyleż nierealne co niecelowe. Wróg filmowy jest określony i łatwo identyfikowalny. Na Ziemi technokracja i mechanicyzm ma charakter bardziej zdecentralizowany, trzymający wszystko (niemal całą ekonomię/gospodarkę i politykę) w swojej pajęczej sieci. Ma też charakter bardziej uwewnętrzniony i aksjologiczny – tkwi w ludziach, w ich systemach wartości, postawach i mentalności. Można powiedzieć, że pod tym względem jesteśmy na Ziemi, paradoksalnie, w gorszej sytuacji, niż lud Na'vi. Nie mamy takiej determinacji i woli walki. Jesteśmy przez cywilizację konsumpcyjną zdemobilizowani. Nie znaczy to jednak, że wszystkie formy oporu i możliwości zmiany są zamknięte i fikcyjne. Jeśli by tak było, nie powstała by eko-filozofia!

Popularność filmu doskonale oddaje potrzebę i tęsknotę ludzi za życiem w harmonii z przyrodą. Wikipedia podaje, że „po premierze filmu odnotowano przypadki depresji widzów, pragnących żyć na Pandorze. Cameron komentując te pogłoski zalecił wszystkim nieszczęśliwym „spacer po lesie i przypomnienie sobie przyrody, którą mamy tutaj””. To mądre stwierdzenie. Nie musimy szukać i admirować wyimaginowanej przyrody, skoro możemy jeszcze doceniać, szanować i chronić tą, którą mamy. Jak na razie jedyną i bezcenną przyrodę, którą bezmyślnie niszczymy i często nie umiemy już jej prawdziwie kochać. Dopóki identyfikujemy się bardziej z Jacki'em i ludźmi Na'vi (chyba, że przez ogony ktoś nie będzie chciał ich nazywać ludźmi - ale my też mamy „kość ogonową” :-) i tęsknimy za zdrowym życiem w zgodzie z naturą, nie jest źle. Jeśli bardziej imponuje nam wojskowy Quaritch, jest tragicznie.


Avatar symbolizuje więc w filmie nasze ekologiczne alter ego – nasze ekologiczne ja - umiłowanie przyrody i jej piękna i harmonijne z nią współistnienie, które drzemie w każdym z nas. I tylko od nas, od naszej wrażliwości i wyznawanych przez nas wartości zależy, po której stronie stajemy i kim się stajemy.