Co z GMO? Pięć mitów

Co z GMO? Pięć mitów

Na Onecie przetoczyła się fala dyskusji nt. GMO, glutenu i szczepionek (niemal 1000 komentarzy na dobę), sprowokowana pewną publikacją, której nie warto nawet zacytować. Dość zaznaczyć, że zdaniem jej autora, żywność GMO nie różni się zasadniczo, w tym pod względem walorów smakowych, od żywności konwencjonalnej i ekologicznej... No comments.


Dlaczego w ogóle powstały produkty GMO i dlaczego mamy ten problem? Czy naturalna żywność nie wystarczy? Z pewnością by wystarczyła, a naturalne (normalne) wytwarzanie żywności, bez całej biotechnologii i agrobiznesu, stworzyłoby miliony zielonych, pożytecznych, lokalnych miejsc pracy w rolnictwie, przetwórstwie i dystrybucji niezdominowanych przez spożywcze, globalne koncerny.


Ale korporacje – gigapasożyty społeczno-ekonomiczne - właśnie z tego żyją, że prywatyzują zyski i uspołeczniają koszty. Monopolizują rynek nasion i żywności – GMO jest patentowane i uzależnia rolników od koncernów - zdobywając w ten sposób władzę ekonomiczną i polityczną, większą niż poszczególne państwa. Partykularne zyski z tego „biznesu” zasilają dalej korporacje, a koszty ponosi długofalowo społeczeństwo i środowisko. To jest współczesny, kapitalistyczny feudalizm.


GMO, a właściwie „bezrefleksyjna filozofia” jaka za nim stoi, wyrasta z ludzkiej pychy - że można i należy poprawiać Naturę. A jak mawiał profesor M. Górny „Bóg przebacza zawsze, człowiek czasami, natura nigdy”. Do popularnych mitów nt. GMO należą:


Mit pierwszy: GMO eliminuje chemię z rolnictwa

Niestety jest odwrotnie. GMO to w wielu przypadkach rośliny odporne na środki agrochemiczne (herbicydy, pestycydy), które można przez to stosować w o wiele większych dawkach, niż dotychczas.


Mit drugi: GMO pomoże zlikwidować głód na świecie

Problem głodu nie leży w produkcji, ale w dystrybucji żywności. Mimo nadprodukcji żywności, ponad miliard ludzi cierpi na świecie głód. Tak się składa, że przed kolonialną inwazją krajów zachodnich, a współcześnie globalnych korporacji, tego głodu i nędzy nie było. Tak jak wojna stanowi rynek zbytu dla firm zbrojeniowych, tak choroby i głód to rynek zbytu dla koncernów farmaceutycznych i biotechnologicznych, afiszujących się wszakże humanitarną misją. Pod uprawy GMO wycina się wielkie obszary Puszczy Amazońskiej (co ma też wpływ na zmiany globalnego klimatu). Niszczone w Brazylii, Argentynie, Paragwaju i in. krajach społeczności lokalne (przez wyniszczenie lokalnego rolnictwa) zasilają osiedla biedy favelas. Modyfikowana śruta sojowa i kukurydza stamtąd przypływa do nas (prawie całość pasz w Europie, poza ekopaszami, to GMO), co wyniszczyło krajowe rynki pasz wysokobiałkowych i zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu. Memoranda na stosowanie pasz GMO przedłużane są w Polsce co dwa lata od ponad dekady! Media o tym milczą, a śmieciowe informacje, reklamy i propaganda ogłupiają ludzi, odciągając uwagę od naprawdę ważnych dla nas spraw.


Mit trzeci: Żywność GMO jest tańsza niż konwencjonalna i ekologiczna

Żywność GMO jest w rzeczywistości droższa, dlatego, że:

- nakłady i koszty badań na opracowanie biotechnologii są gigantyczne.

- organizmy GMO są patentowane, co prowadzi do monopolizacji rynku żywności - monopol długofalowo zawsze generuje wyższe ceny, niż naturalny rynek konkurencyjny.

- w koszty produktów GMO nie są wliczone koszty społeczne i środowiskowe (tzw. koszty zewnętrzne). Gdyby te koszty były wliczone (oraz rzetelnie oszacowane, czym zajmuje się ekonomia środowiskowa), realny koszt GMO byłby o wiele wyższy, niż obecny, wynikający z efektu skali. Koszty społeczne GMO, poza zdrowotnymi (w tym negatywnym wpływem na płodność), to niszczenie społeczności rolniczych przez monokultury upraw GMO i monopolizowanie lokalnych rynków nasion, zagrażające bezpieczeństwu żywnościowemu.


Mit czwarty: Kompetentni do wypowiadania się o GMO są biotechnolodzy (inżynierowie genetyczni)

Raczej dziwne by było, gdyby lekarz źle wypowiadał się o leczeniu, a piekarz o pieczeniu. Poza tym nie należy być sędzią we własnej sprawie. O GMO powinni się wypowiadać ekolodzy, ekonomiści i politycy. Biotechnolodzy mogą za GMO tylko zgarnąć kasę, ale skutki i koszty wprowadzania GMO ponosi już społeczeństwo i środowisko.


Mit piąty: GMO jest bezpieczne, a obawy wynikają z niewiedzy

Jest dokładnie odwrotnie. Im więcej wiemy o GMO, tym bardziej się tego, i słusznie, boimy. Wszystkie niezależne – czyli niesponsorowane przez biznes – badania naukowe pokazują ewidentną szkodliwość GMO dla ludzi, zwierząt, środowiska, owadów zapylających i bioróżnorodności. Niebezpieczne za to jest prowadzenie takich niezależnych badań, bo jest multum przypadków dyskryminacji, szczucia i pro prostu niszczenia naukowców, którzy ośmielili się dociekać prawdy, wbrew partykularnym interesom korporacji i ich propagandzie. Wyniki niezależnych badań potwierdziły najczęściej szkodliwość GMO w postaci:

  • zmiany chemizmu roślin GMO, przez co powstaje w nich wiele innych substancji, w tym toksycznych. Nie jest tak, że jeden gen koduje jedną substancję. Zmiana w genotypie powoduje wiele zmian w biochemii danego organizmu, których nie da się nawet przewidzieć, nie mówiąc już o interakcjach różnych sztucznych substancji, które dostają się do naszych przewodów pokarmowych i organizmów.

  • powodowania bezpłodności zwierząt spożywających GMO, czasem dopiero w kolejnych pokoleniach

  • alergii

  • degeneracji narządów wewnętrznych i nowotworów

  • niszczenia owadów zapylających na plantacjach GMO

  • powstawania superchwastów

  • erozji gleb

  • zaniku bioróżnorodności

Mój artykuł o GMO sprzed paru lat w periodyku Biznes i Ekologia.

W Polsce rzetelnie do tematu GMO podchodzi profesor S. Wiąckowski i promuje badania naukowe potwierdzające wyżej wymienione skutki. Zobacz np.: https://pl.scribd.com/doc/7737982/Genetycznie-Modyfikowane-Organizmy-GMO-Obietnice-i-Fakty


Do najbardziej wytrwałych faiterów z GMO w Polsce należy ICPPC.


Korporacje biotechnologiczne podbiły już obydwie Ameryki, Azję, częściowo Afrykę, a Europa jeszcze się broni, choć ciśnienie na Komisję Europejską, aby za jednym zamachem łyknąć wszystkie krajowe rynki UE dla GMO jest przemożne. Wypada mieć nadzieję, że koszty walki o ludzkie dusze, czyli świadomość konsumentów (czytaj: propaganda i lobbing) będą dla koncernów zbyt wysokie w stosunku do potencjalnych zysków. I jedynie to ich powstrzyma, choć podpisana umowa CETA nie wróży nic dobrego.


Obecnie czekamy na ustawę o oznakowaniu produktów wytworzonych bez wykorzystania organizmów genetycznie zmodyfikowanych (projekt z maja 2017 r.). To ciekawa antyteza do dotychczasowych prób zobowiązania producentów do stosowania oznakowania o zawartości GMO w produktach. Ponad 90% pasz stosowanych do żywienia zwierząt w Polsce to GMO, ciekawe więc jak na to zareaguje rynek i czy pod wpływem presji rząd się z tego nie wycofa.


GMO to obecnie chyba najbardziej złośliwe wcielenie mechanicyzmu i technokracji w nauce, biznesie i polityce. Wybór konsumencki, na szczęście, jeszcze należy do nas.

udost_gpluspng      udost_face_1jpg      udost_tweetjpg