Ekologicznego chleba powszedniego... Ekohostia?

Ekologicznego chleba powszedniego... Ekohostia?

Przeglądając branżowe periodyki producentów zbóż, których pełno wala się po Ministerstwie Rolnictwa, przynoszonych tam przez super aktywnych lobbystów agrobiznesowych korporacji, można dostać zawrotu głowy od ilości propagowanych tam środków ochrony roślin i dywagacji, które z tych środków można stosować równolegle, które z nawozami sztucznymi, a które lepiej nie, bo dana uprawa może tego nie wytrzymać. Jednym słowem propaganda dla jajogłowych pseudorolników (bo tych agrobiznesmenów rolnikami sensu stricto trudno nazywać) i bezkrytycznych urzędników, co można by zbyć wzruszeniem ramion, gdyby nie bolesne konsekwencje tych praktyk dla środowiska, owadów zapylających (ginięcie pszczół) i naszego zdrowia. Pewne herbicydy (w tym glifosat) stosuje się nawet na dojrzałe już zboża w celu osuszenia kłosów (desykacja) i ułatwienia zbioru ziarna. ...A potem to wszystko trafia w chlebie do naszych organizmów. Na zdrowie ma być wydawane już 6% naszego PKB. Nawet jak będzie to 60% to i tak będzie za mało, bo problem nie tkwi w leczeniu skutków, tylko w przyczynach takiej epidemii chorób cywilizacyjnych jak ma to miejsce obecnie. O profilaktyce zdrowotnej, w tym diecie, nowy premier mówiąc o polityce zdrowotnej nawet się nie zająknął. Gdyby więcej pracował widłami w polu, niż liczył kasy w banku, może myślał by trochę szerzej, dalej i głębiej. Czy tak trudno zrozumieć, że lepszą przyszłość może zapewnić Polsce ekologiczna gospodarka rolna, niż konwencjonalna gospodarka korporacyjna produkująca coraz to nowe "innowacje" dla coraz bardziej chorego biologicznie i cyber-uzależnionego od techno-gadżetów społeczeństwa?

Czy tak trudno dostrzec opłakane skutki dotychczasowej polityki rolnej, polegające na wyludnianiu się wsi i co najgorsze zaniku etosu pracy rolnika (a to zawód ważniejszy dla zdrowia społecznego, niż lekarz!) a przez to braku następców starzejącej się generacji rolników. Mimo rosnącego popytu na produkty ekologiczne, powierzchnia ekoupraw w Polsce od 2 lat nie przyrasta. Efekt braku efektywnej edukacji ekorolniczej (która powinna być prowadzona w "misyjnej" ponoć TV publicznej, zamiast durnych, ogłupiających i stymulujących niezrównoważoną konsumpcję reklam) i powtarzania bzdurnych poglądów, że jest za dużo gospodarstw i trzeba zwiększać wydajność, będzie więc taki, że Polska (a to ponoć kraj rolniczy) będzie importować normalną (czytaj: ekologiczną) żywność z zagranicy w stopniu coraz większym, choć mogła by być światowym potentatem w jej eksporcie. Tak to jednak jest jak kraj nie słucha swoich mądrych synów, jakim był prof. M. Górny (o jego ekofilozofii rolnictwa wpis niedługo zrobię). Brawo.

Po nowym ministrze rolnictwa J. K. Ardanowskim dużo sobie obiecuję, bo to chyba pierwszy minister tego resortu, który jawnie i jasno opowiada się za rozwojem rolnictwa ekologicznego w Polsce i przeciw GMO. Na pewno napotka jednak na silny opór agrobiznesowego, globalnego lobby, którego siła, nawet w porównaniu z siłą państwa, to jak walka Dawida z Goliatem. Zobaczymy.

Ale wróćmy do chleba. Poza pozostałościami pestycydów, powszechnie dostępny chleb zawiera wiele szkodliwych dla zdrowia dodatków, a często wytwarzany jest i sprzedawany na miejscu jako „świeże pieczywo” z mrożonego ciasta, o którego składzie, chcąc zachować równowagę psychiczną, lepiej nie wiedzieć. Do zwykłego chleba dodaje się polepszacze (stanowiące czasem do 40% masy chleba) - spulchniacze, wybielacze (gips, wapno i dwutlenek chloru), syntetyczne kwasy, środki zapobiegające pleśnieniu, dodatki smakowo-zapachowe, barwniki (karmel amoniakalny), tłuszcze (w tym smalec), mąkę z soi GMO, emulgatory, konserwanty i in. Wiele źródeł podaje też, że często jako polepszacz dodawana jest zmielona świńska szczecina, sproszkowane rogi krów, pióra a także ludzkie włosy (dodatek E 920) - to ci dopiero recykling w amoralnym piekarniczym biznesie. Te koszmarne specyfiki docierają z Chin, podobnie jak sproszkowana żółć bydlęca stosowana w produkcji piwa.

Dziś piekarz nabywa od młynarza gotowy mix z taką chemią, dolewa wody i wypieka "chleb" w automacie. Co ma to wspólnego z naturalnym wypiekiem wiejskiego, prawdziwego chleba, którego dwoma pajdami można się było najść i który świeżość utrzymywał przez tydzień? Ja pamiętam smak takiego chleba, dzięki Pani Zofii z Kleszczówka, gdzie spędzałem wakacje, a polany gęstą śmietaną - to było niebo w gębie! Do słynnego i mądrego powiedzenia „lepiej dać piekarzowi, niż lekarzowi” warto więc dodać - jakiemu piekarzowi?

Pozostałości pestycydów w chlebie (mące) zależą od zastosowanych w uprawach dawek poszczególnych herbicydów, fungicydów, pogody, terminów oprysków, odmian uprawianego zboża, itp. Choć dopuszczalne przepisami poziomy pozostałości środków ochrony roślin mogą w gotowym produkcie mieścić się w przyjętych normach (choć do tych norm, a szczególnie ich powszechnego przestrzegania, nie mam za bardzo zaufania), to pamiętajmy o efekcie kumulowania się zanieczyszczeń z różnych źródeł w naszych organizmach oraz o efekcie synergii, tzw. koktajlu zanieczyszczeń, których łączny efekt toksyczny jest większy niż każdego z osobna. Tych interakcji żadne laboratorium zbadać nie jest w stanie, a żywy eksperyment na ludziach trwa w najlepsze od lat, równolegle do stale zwiększającej się zachorowalności na choroby cywilizacyjne i rosnących wydatków „na zdrowie”.


Chleb, produkty mączne, makarony, płatki zbożowe, kasze, jemy praktycznie codziennie, do tego dochodzą pozostałości agrochemii z owoców i warzyw, nabiału (pasze dla zwierząt w ponad 90% są importowane do Polski z Ameryki Południowej – GMO). Prowadzić to więc musi, prędzej czy później - szczególnie w połączeniu z efektem kumulowania się innych toksycznych substancji z powietrza, wody i żywności, którymi codziennie bombardowany jest nasz organizm - do przeciążenia naszego układu odpornościowego i w końcu jakiejś choroby. Badania wskazują na znaczący statystycznie związek pomiędzy ekspozycją na środki ochrony roślin a wzrostem ryzyka wystąpienia zaburzeń rozwojowych (szczególnie u dzieci), chorób neurologicznych i immunologicznych oraz wielu rodzajów nowotworów (zobacz ciekawy raport prezentujący wyniki badań Negatywny wpływ pestycydów na zdrowie. Rosnący Problem).


"W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać chleb" (Rdz 3,19).


Jakże aktualne słowa, choć dziś świadomy konsument (paradoksalnie ten wielkomiejski) nie musi już w pocie czoła szukać normalnego, zdrowego chleba, a nawet może przebierać w różnych ofertach. Jeszcze parę lat temu, poza słynnym i twardym razowcem Petera Stratenwertha, eko-chleba praktycznie nie można było dostać, chyba, że ktoś był na tyle zdeterminowany, żeby piec go samemu z razowej eko-mąki. Ja uważam za najlepszy chleb żytni, oczywiście ekologiczny i certyfikowany (koniecznie z podaniem adresu eko-piekarni i nr atestu!). Cena średnio ok 7 zł za bochenek. Eko-chleb to jednak nadal promil w ogóle konsumowanego w Polsce pieczywa i czasem, jak za czasów pierwotnych, trzeba na niego "polować". Za każdym razem przy kupowaniu ekochleba polecam jednak sprawdzać etykiety, gdyż wiele firm przyjęło taką strategię:

1. Firma (piekarnia) ma w nazwie "eko" i sprzedaje atestowany chleb ekologiczny"

2. Firma produkuje też chleb konwencjonalny

3. W nazwie firmy pozostaje "eko", ale na produkcie nie ma już atestu... Można się więc czasem zdziwić...

Czy doczekamy się kiedyś, że rozdawana wiernym w kościołach hostia będzie z normalnej, ekologicznej mąki? To chyba najlepszy probierz świadomości ekologicznej kleru, który jak dotąd nie dostrzega żadnego problemu w fakcie, że wraz ciałem Chrystusa może rozdawać wiernym pozostałości toksycznych pestycydów, których w konwencjonalnej mące jest bez liku. I tego problemu Kościół nie dostrzeże nigdy, dopóki będzie tkwił po uszy w konwencjonalnej, średniowiecznej, tomistycznej etyce, redukującej moralną przestrzeń do relacji człowiek-człowiek i człowiek-Bóg, zapominając zupełnie o moralnych relacjach między człowiekiem i środowiskiem oraz środowiskiem (stworzeniem) i Bogiem. Jakieś zmiany już wszakże są, bo bezglutenowa hostia jest już ogólnie dostępna. Czas więc na "ekohostię". Do szerokiej zmiany tego stanu rzeczy potrzebny byłby chyba jednak jakiś "ekosobór".

Co więc z zarysowanym wyżej problemem zrobić? O chlebie lubią rozprawiać księża, ale rozważań o jego jakości i zalecaniu konsumpcji eko-chleba w żadnym kazaniu jeszcze chyba nie było. A szkoda. Można by w ten sposób zrobić wiele dobrego, odwołując się do chleba nie tylko jako symbolu mistycznego ciała Chrystusa, ale codziennego pokarmu, spożywanego często z tysiącem szkodliwych substancji przez nieświadomą niczego owczarnię.

Pole uprawne z rumiankiem i innymi roślinami wyniszczonymi herbicydami.

20170527_190333copyjpg20170617_175535copyjpg20170615_141113copyjpg20170626_142407copyjpg
20170608_160822copy_3jpg
20170923_173519copyjpg
P.S.

Na mszy w Świątyni Opatrzności Bożej 17.06.2018 r. ksiądz w kazaniu stwierdził - ilustrując potrzebę ograniczania zbytniej "żywotności" sił biologicznych - że "czasem trzeba zastosować "Randap"". Napisałem do księdza i proboszcza list z zapytaniem czy było to porównanie fortunne, tym bardziej, że "Randap" to nazwa własna produktu wielkiej korporacji, zwanej słusznie "Monszatanem", a msza święta nie jest chyba właściwym miejscem do jego promowania. Czy księżom nie przeszkadza, że nawet w świętym opłatku mogą być pozostałości glifosatu (aktywnego składnika Randap'u), który jak pokazuje wiele wyników badań jest niezwykle szkodliwy? Zob. np.:

http://biotechnologia.pl/informacje/herbicyd-roundup-bardzo-szkodliwy,9667

https://www.odkrywamyzakryte.com/roundup/

https://www.monitor-polski.pl/glisofat-z-roundupu-nas-wszystkich-zabija/

http://faktydlazdrowia.pl/glifosat-w-srodku-chwastobojczym-obecny-w-moczu-polakow-odpowiedzialny-za-rozprzestrzenianie-sie-raka-piersi-ostrzegaja-naukowcy/


Niestety do dziś nie uzyskałem na ten list odpowiedzi, tak jak i od wielu redakcji prawicowych i konserwatywnych, które wolą chować głowę w piasek i udawać, że problem ekologiczny ich nie dotyczy, a być może i w ogóle nie istnieje.





 udost_gpluspng      udost_face_1jpg      udost_tweetjpg