Ekologizacja

Ekologizacja

Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej kreowanie.

Peter Drucker


Czy wszystko może być ekologiczne, a pewnego dnia obudzimy się w pełni ekologicznej cywilizacji? Skolimowski twierdził, że wiek XXI będzie wiekiem ekologicznym, albo nie będzie go wcale. Uważał też, że tylko ekologiczna mądrość może nas jeszcze uratować.


Rynek produktów ekologicznych notuje jedną z najwyższych dynamik wzrostu (w Polsce ok. 15 - 20% rocznie, a jego wartość osiągnęła w 2017 r. niemal miliard złotych), choć i tak na żywność ekologiczną Polacy wydają kwotowo i procentowo kilkakrotnie mniej, niż w krajach zachodnich. Ekologiczne może być już chyba wszystko – począwszy od żywności, przez ekologiczne podpaski, po ekologiczną ekonomię, politykę i filozofię. Nawet konserwatyzm, który z irracjonalnego założenia jest niemal wszelkiej ekologii przeciwny, ma swoje eko-konserwatywne wcielenie w postaci zielonej filozofii Rogera Scruton'a. Czy możliwy jest jednak ekokapitalizm (bo ekosocjalizm od lat propagują już różne partie Zielonych)? Jego główne założenia zarysował przed laty prof. Stefan Kozłowski (który był jednym z moich mentorów i pierwszym promotorem mojej rozprawy doktorskiej) - formułował je w szeregu ważnych dla zrównoważonego rozwoju książkach (jego ostatnia praca to Przyszłość ekorozwoju, KUL, 2007). Kierunki, którymi warto by podążyć w celu rozwinięcia idei związanych z utworzeniem ekologicznej gospodarki, demokracji i cywilizacji, zarysował Skolimowski w swojej książce Philosophy for a new civilisation wydanej w 2005 r. To jednak temat na inny wpis.


Tutaj chciałbym skupić się nas sensem okreśenia „dziś już wszystko jest ekologiczne”, co przecież nie jest prawdą. Ekologia, jako tendencja społeczna i rynkowa, nadal jest bowiem niszowym i alternatywnym sposobem życia, myślenia i wartościowania w porównaniu do konwencjonalnego mainstream'u gospodarczo-politycznego, w którego posiadaniu są wielkie korporacje, media i banki. Na żywność ekologiczną w 2015 r. przeciętny Polak wydał tylko 4 euro, a w 2016 ekożywność stanowiła tylko 0,5% rynku spożywczego w Polsce (Żywność ekologiczna w Polsce, 2017. W krajach zachodnich UE to od 2 do 8 procent rynku).


Walka toczy się o konsumenta i jego świadomość, o rynek, ale i o naszą przyszłość. Jak powiedział guru zarządzania Peter Drucker, najlepszym sposobem jej przewidywania jest jej kreowanie. To, że nadal grubo ponad 90% rynku i władzy nad umysłami i żołądkami ludzi jest po stronie konwencjonalnego biznesu, nie oznacza, że tak będzie zawsze. Dinozaury panowały na Ziemi przez miliony lat, ale w końcu ustąpiły miejsca ssakom, które dominują (a szczególnie jeden ich gatunek homo sapiens sapiens) do dzisiaj. Tak samo krajobraz ekonomiczny przyszłości może już za kilkanaście, kilkadziesiąt lat być zupełnie inny, niż dzisiaj. Wręcz musi być inny, gdyż kontynuowanie obecnych, niezrównoważonych wzorców produkcji i konsumpcji wiedzie wprost do katastrofy: ekonomicznej (wzrost gospodarczy kosztem przyszłości), demograficznej (przeludnienie i wyludnienie regionów), biologicznej (choroby cywilizacyjne), ekologicznej (zanik bioróżnorodności, zanieczyszczenia, wyczerpywanie zasobów), geopolitycznej (wojny o terytorium, zasoby, wojny religijne) i każdej innej.


Alternatywę wobec dominującej, ale de facto zabójczej dla życia technokracji (określanej przez Skolimowskiego mechanicyzmem lub „bożkiem Mechanosem”) od lat są idee ekologiczne, formułowane w różnych postaciach i środowiskach. Choć ekologiczny program polityczny został stworzony głównie przez środowiska światopoglądowo lewicujące (zob. np. Zielony Nowy Ład w Polsce), o tyle ekologia prawicowa praktycznie nie istnieje lub jest rozumiana niezwykle opacznie, a ruch ekologiczny traktowany jest najczęściej jako wdzięczny chłopiec do bicia - ekooszołomstwo. Ale o tym pisałem już we wpisie Zielona filozofia i brak zielonego pojęcia. Mimo, iż premier Morawicki szasta słowem „zrównoważony rozwój”, rozumie on przez coś zgoła innego, niż postuluje ekonomia zrównoważonego rozwoju, a jego SnOR słowa „ekologiczny” unika jak ognia, forsując głównie wymiar społeczny i gospodarczy, kosztem ekoinnowacyjności (która, poza genderowym skrzywieniem, jest za to w przywołanej strategii Zielony Nowy Ład w Polsce). To, że kontynuowanie antyekoinnowacyjnych wzorców gospodarczych, jaką jest np. energetyka węglowa (nota bene węgiel jest zbyt cennym zasobem, żeby go po prostu spalać) może być tylko rozwojowym hamulcem, widać dobrze po pęknięciach między prowęglową (i proatomową) opcją resortu energii i resortem rozwoju, który mimo wszystko jakąś innowacyjność na rynku paliw i transportu chce wprowadzać (np. elektromobilność, czyste spalanie w piecach grzewczych). Nie da się iść w dwóch kierunkach naraz i wzorem Niemiec powinniśmy po prostu zrobić miejsce na rynku energii (bo dla wszystkich go nie starczy) dla energii ze źródeł odnawialnych. Rynek OZE, w tym prosumenckiej energetyki obywatelskiej, ma szerokie perspektywy wzrostu, w tym tworzenia tysięcy zielonych i trwałych miejsc prac i powinien być, w interesie nas wszystkich i przyszłych pokoleń wspierany przez państwo. Wszystkim liberałom przeciwnym takiemu interwencjonizmowi powiem, że energia z OZE jest właśnie tańsza, niż z paliw nieodnawialnych, a to, że ekonomia liberalna wycenia ją jako drogą, wynika nie z natury rzeczy, tylko z wadliwej ekonomii. Tak samo jak żywność ekologiczna, paliwa odnawialne nie są więc pro prostu drogie, tylko żywność konwencjonalna i paliwa nieodnawialne są zwyczajnie za tanie – w ich ceny rynkowe nie są wkalkulowane: 1. koszty degradacji i zanieczyszczenia środowiska, jakie wiąże się z ich konsumpcją oraz 2. koszty społeczne, głównie zdrowotne (zachorowania z powodu złej jakości żywności i zanieczyszczenia powietrza, choroby cywilizacyjne i in., które idą już w setki milinów złotych – o ile zdrowie i życie ludzkie w ogóle można wycenić).


Przejście na zieloną stronę mocy nie dokonuje zazwyczaj się ad hoc, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tyko raczej stopniowo, metodą ewolucyjną. Polski ruch w stronę ekologii zaczął się już w latach 80-tych, wraz ze społecznym protestem wobec 27 obszarów ekologicznego zagrożenia, którymi wtedy pokryta była mapa Polski. Świetną analizę tego ruchu przedstawił Piotr Gliński (minister kultury PIS) w książce Polscy Zieloni (wyd. IFiS PAN, 1996). Ekologizacja jest procesem, dynamiką i ewolucją – jak ujmuje to Skolimowski w swojej eko-filozofii – obejmującą niemal wszystkie obszary i dziedziny życia. Obecnie duże przyspieszenie widać na ryku produktów. Produkt przyjazny zdrowiu i środowisku powinien jednak być określany raczej jako proekologiczny, niż po prostu ekologiczny, gdyż zawsze da się pomyśleć i stworzyć produkt, którego aspekty i parametry środowiskowe będą jeszcze bardziej eko (zużywające mniej zasobów, emitujące mniej zanieczyszczeń). Tak jak na etykiecie energetycznej na sprzęcie AGD mamy różne stopnie/kolory energooszczędności, taki możemy mieć różne odcienie zieleni na ekoproduktach. Prawdziwą zmorą dzisiejszych produktów eko są często ich nieekologiczne opakowania: plastiki, aluminiowe puszki, folie i in. Stopniowalność ekologiczności widać też dobrze w przypadku pojazdów. Samochód hybrydowy czy elektryczny jest bardziej ekologiczny, niż zwykły spalinowy, ale mniej ekologiczny niż napędzany energią słoneczną. Dom ocieplony wełną mineralną z recyklingu będzie bardziej eko, niż termoizolowany zwykłą wełną z formaldehydem. Jeśli więc zasadne jest pomyślenie produktu o większej ekologiczności, dany produkt określałbym jako proekologiczny, niż ekologiczny. Jeśli zaczną się pojawiać produkty bardziej ekologiczne od obecnych (w jednym lub w wielu aspektach), jak wtedy należy je określać, aby wyróżnić je jakościowo i marketingowo - jako „ekoeko”, eko do kwadratu, eko do sześcianu, itd.? Ekogospodarstwo rolne, gdzie stosuje się ciągniki na zwykłą ropę jest w końcu mniej ekologicznie, niż to, gdzie stosuje się biopaliwo. O naturalnym „ideale”, jakim jest stosowanie koni pociągowych, trudno dziś już marzyć, choć to dobre rozwiązanie dla pasjonatów, ale i przy okazji świetny nawóz.


Ta ekostopniowalność może dotyczyć również rozwiązań, które na jakimś etapie można uznać za ekoinowacyne – takimi np. były duże siłownie wiatrowe w latach 90-tych, ale dziś trudno je w ogóle uznać za rozwiązania ekologiczne na lądzie, gdyż stanowią zagrożenie dla ptactwa i mocno ingerują w krajobraz. Ich miejsce zajmują małe, przydomowe siłownie wiatrowe (prosumenckie MEWy). W przypadku zdemokratyzowanej (zdecentralizowanej), rozproszonej energetyki obywatelskiej, dochody związane z produkcja energii zostają w gospodarstwie/społeczności lokalnej, a nie są transferowane do właścicieli duży farm OZE. Zwiększa to też istotnie poziom bezpieczeństwa energetycznego i obniża straty związane z przesyłem energii na duże odległości. Te ekologiczne tendencje uderzają jednak w partykularne lobby energetyki konwencjonalnej (zawodowej), która ma duże wsparcie państwa (w tym antyekologiczne dotacje), stąd tak powolny rozwój energetyki odnawialnej i ciągłe rzucanie kłód pod nogi przedsiębiorcom OZE, w postaci np. braku odpowiednich regulacji - przewlekłego przyjmowania ustawy o OZE (przyjętej dopiero w 2015 r.!), jej częstych zmian (jak również zmian w systemie dofinansowania dla instalacji OZE) i generalnie niekorzystnych dla wytwórców zielonej energii przepisów. Hojne dofinansowywanie przez państwo działań i branż antyekologicznych nie dotyczy tylko energetyki. Przykładowo w latach 2004 – 2014 producentów tytoniu w Polsce wsparto kwotą 2,84 mld. zł. Primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić). Pierwszym krokiem do ekologizacji jest zatem pozbycie się nieekologicznych dotacji, praktyk, przesądów i nawyków. Etap kolejny, to stopniowe wprowadzanie rozwiązań proekologicznych, równolegle w poszczególnych dziedzinach, obszarach i branżach (wykaz na końcu tego wpisu). Odbywa się to poprzez identyfikację tzw. aspektów środowiskowych i ewolucyjne wprowadzanie rozwiązań, które minimalizują negatywne oddziaływanie na otoczenie przyrodnicze i społeczne ze strony danego procesu, produktu czy działania.


Obok energetyki, do kluczowych dla cywilizacji współczesnej sektorów gospodarczych należy gospodarka odpadami i jej proekologiczny komponent, jakim jej odzysk i zagospodarowywanie surowców wtórnych i materiałów - recykling. Kluczowe dla pełnej ekologizacji gospodarki odpadami jest wdrożenie obiegu zamkniętego – wzorowanego na obiegu materii w przyrodzie, gdzie obok producentów i konsumentów kluczową rolę odgrywają reducenci – ogniwo, którego w chorej, konwencjonalnej ekonomii brakowało od samego początku, a cały strumień odpadów, w tym cennych surowców i materii organicznej (bioodpady) lądował – a w Polsce nadal ląduje w ponad 80% - na wysypiskach. To ekologiczne bomby z opóźnionym zapłonem. Unijna idea stworzenia zielonej gospodarki o obiegu zamkniętym (circular economy) i hierarcha zasad gospodarowania odpadami 3R (reduce, reuse, recycle) lansowana w dyrektywie odpadowej jest ze wszech miar słuszna, ale jednoczesny brak zdecydowanych kroków, jak np. dopuszczanie cały czas do produkcji i użytku jednorazowych torebek foliowych, mimo istnienia od lat ich biodegradowalnych zamienników, świadczy jak najgorzej o unijnej biurokracji i decyzyjności brukselskich elit. Podobnie jest np. z deklaratywnym przez KE wspieraniem zrównoważonego i ekologicznego rolnictwa, a jednocześnie stałym przedłużaniem pozwolenia na stosowanie szkodliwego – jak pokazują wszelkie niezależne badania – herbicydu, jakim jest glifosat i zgoda na fuzję biotechnologicznych i chemicznych gigantów Monsanto i Bayer (przedrostek „bio-” w przypadku biotechnologii nie świadczy niestety o ekologiczności, a przeciwnie, o totalnej pysze planu poprawiania natury przez agresywną ingerencję w genotypy). Mimo, iż te szkodliwe substancje i tworzywa można by administracyjnie wycofać jednym rozporządzeniem, korporacyjni lobbiści są bardzo zadowoleni z możliwości, że aby przeforsować swój partykularny interes (tj. swoje toksyczne produkty, technologie i praktyki) muszą „przekonać” jedynie unijnych urzędników (eurokratów), a nie każde państwo z osobna i od razu mają dostęp do całego unijnego rynku. Po to powstała ponadnarodowa biurokratyczne struktura, jaką jest UE?


Ekologizacja ekonomii i gospodarki nie dokona się jedynie przez „zielone nawrócenie” biznesu, czyli zrównoważenie wzorców produkcji dóbr i usług, ale również poprzez proekologiczną konwersję strony popytowej – czyli zrównoważenie wzorców konsumpcji, praktykowanych na co dzień przez nas wszystkich. Jaki procent nabywanych, spożywanych i użytkowanych przez Ciebie produktów stanowią produkty ekologiczne? Lub mocniej: pokaż mi swój kosz na śmieci, a powiem Ci kim jesteś. Człowiek to jedyne „zwierzę śmiecące”, którego odpady nie wracają do naturalnego obiegu materii w przyrodzie, zalegając na wysypiskach, w glebie, na dnie zbiorników wodnych, a nawet w kosmosie przez setki i tysiące lat. Dotychczasowa, konwencjonalna świadomość konsumencka, skoncentrowana była tylko na aktualnym akcie konsumpcji – żeby kupić tanio i dobrze (świeżo, smacznie). Pełna świadomość ekologiczna wykracza poza wymiar teraźniejszy konsumpcji w stronę pre-kosnumpcji, a więc tego, czy produkt był wytworzony w sposób przyjazny dla środowiska oraz post-kosnumpcji – tego co stanie się z odpadem. Zainteresowanie produktem kończy się zazwyczaj na wrzuceniu go do śmietnika, tymczasem to, co dzieje się ze zmieszanymi odpadami trafiającymi na wysypiska wyje od lat o pomstę do nieba. Po epoce wielkiego marnotrawstwa, zostawimy przyszłym pokoleniom gigantyczne śmietniska na ziemi, na dnie mórz i oceanów (na ocenach też – pływająca wyspa śmieci na Pacyfiku przekracza już kilkakrotnie powierzchnię Francji), a nawet w kosmosie, gdzie orbitujące odpady stanowią już poważne zagrożenie dla satelitów. I aby to zmienić, robi się nadal za mało, wiele działań jest pozorowanych, a zaśmiecające świat biznesy mają się świetnie. Rewolucja związana z recyklingiem organicznym – wydzieleniem frakcji odpadów biodegradowalnych – jeszcze nas czeka. To, że ogromny strumień materii organicznej (odpadów ulegających biodegradacji) nie trafia z powrotem do przyrody i/lub wykorzystania rolniczego jest jednym największych grzechów ekologicznych współczesnej gospodarki. Z pewnością ma to ogromny wpływ na jałowienie gleb i znaczący spadek wartości odżywczej produktów (która wg., danych FAO w porównaniu do wartości odżywczej produktów sprzed stu, sięga on nawet 80%!).


Do szczególnie niebezpiecznych rodzajów zanieczyszczeń środowiska, które bardzo trudno będzie zekologizować, należy wszechobecne skażenie elektromagnetyczne, powodowane przez stale rosnącą ilość nadajników i przekaźników telekomunikacyjnych oraz cyfryzacją. Czekam tylko, kiedy zamiast reklam „strefa z darmowym Wifi” będą etykiety „strefa wolna od Wifi”, analogicznie jak wiele obecnych produktów reklamowanych jest jako wolnych od szkodliwych substancji (bez... cukru, konserwantów, glutenu, glutaminianu sodu, antyzbrylaczy, dodatków chemicznych, pasteryzacji, GMO, parabenów, bisfenolu, soli aluminium, substancji zapachowych, itp., itd.), których dodawanie do produktów było jeszcze całkiem niedawno uznawane jako ich zaletę i wyraz nowoczesności. Lista bez... przekracza czasem listę składników. O tym, że dane substancje, materiały, dodatki czy działania są de facto szkodliwe, ekolodzy (ale i wiele uczciwych i nieprzekupionych przez koncerny naukowców) trąbiło od samego początku. Najpierw jednak musi dojść do wielu skażeń, zatruć, wypadków lub chorób, aby odpowiednie „władze” łaskawie się danym problemem zajęły i wprowadziły jakieś regulacje. O sile lobbingu korporacyjnego niech świadczy to, że znakowanie produktów na obecność GMO, konserwantów i wielu innych substancji było przez wiele lat i w wielu krajach jest nadal nieobowiązkowe, a konsument pozbawiony jest elementarnych informacji na temat tego co kupuje i spożywa.


O istnieniu gotowych recept ekologicznych na wiele współczesnych problemów i wyzwań, niech świadczy działalność Instytutu na rzez Ekorozwoju – dziesiątki raportów, propozycji alternatywnych polityk i strategii, które powstają od lat 90-tych, bez ideologicznego skrzywienia, metodą czysto ekspercką i społeczną – w niemal wszystkich dziedzinach polityki i gospodarki, od energetyki, polityki transportowej, przez planowanie przestrzenne i urbanistykę, politykę podatkową (w tym tzw. ekologiczną reformę podatkową), turystykę, zielone miejsca pracy i in. - niestety bez realnego zainteresowania ze strony wszystkich kolejnych ekip rządowych, zafiksowanych na utrzymaniu nieekologicznego, konwencjonalnego status quo.


Ekologizacja może być płytka – dotyczyć tylko widzialnych skutków i techniczno-gospodarczych przyczyn współczesnego kryzysu ekologicznego – ale i głęboka, obejmująca przewartościowanie i przemianę naszej świadomości, postaw i zachowań na bardziej przyjazne środowisku i naszemu zdrowiu oraz zdrowiu zwierząt. To w końcu od preferencji, systemów wartości, decyzji i wyborów nas wszystkich zależy kształt rzeczywistości. To nasze codzienne wybory („głosowania”) ekonomiczne dokonywane w sklepach, kształtują gospodarczy krajobraz kraju i świata. Ludzie w większości poruszają się po utartych ścieżkach i według rutynowych schematów. Ich inercja jest bardzo silna i skłania wielu do pesymizmu, że powszechna zmiana świadomości i stylu życia ludzi na bardziej przyjazny życiu i przyrodzie będzie niemożliwa. Optymizmem może jednak napawać fakt, że ekologizacja, wbrew pesymistom i przeciwnikom zielonej idei, postępuje (kiełkuje) wielotorowo, w niemal każdej dziedzinie i branży:

FILOZOFIA: ekofilozofia, eko-filozofia, etyka środowiskowa (ekoetyka), ekologia głęboka, ekologia społeczna, ekoteologia, ekofeminizm, zielona filozofia Scrutona, ekologia integralna Papieża Franciszka i in.

EDUKACJA: edukacja ekologiczna (formalna i nieformalna)

RELIGIA: akcentowanie wątków proekologicznych (np. franciszkańskiej miłości do stworzenia zamiast tomistycznego dogmatyzmu w chrześcijaństwie) i rewaloryzacja sakralności stworzenia

POLITYKA: polityka ekologiczna, polityka mitygacji i adaptacji do skutków zmian klimatu

EKONOMIA: ekonomia ekologiczna i ekonomia zrównoważonego rozwoju, gospodarka niskoemisyjna, ekonomia społeczna

GOSPODARKA: zrównoważona produkcja i konsumpcja, ekoprodukty, odmaterializowanie gospodarki (wzrost konsumpcji usług i rozwoju duchowego) - decoupling rozwoju i zużycia zasobów (surowców, materiałów), zrównoważony rozwój (sustainable development), zielona gospodarka i zielony wzrost (green growth)

ZARZĄDZANIE: zarządzanie środowiskowe, np. ISO 14001, EMAS, zarządzanie partycypacyjne

INNOWACJE: ekoinnowacje i technologie alternatywne

FINANSE: zielone inwestycje, etyczne inwestowanie

ZAMÓWIENIA PUBLICZNE: zielone i zrównoważone zamówienia publiczne

ENERGETYKA: odnawialne źródła energii, prosumpcja

TRANSPORT: korzystanie z transportu publicznego, biopaliwa, elektromobilność (przy pozyskiwaniu energii z OZE, a nie z paliw nieodnawialnych!)

GOSPODARKA ODPADAMI: recykling, logistyka odzysku, gospodarka cyrkularna

ROLNICTWO I GOSPODARKA ŻYWNOŚCIOWA: rolnictwo ekologiczne, żywność ekologiczna, krótkie łańcuchy dostaw

TURYSTYKA: ekoturystyka, turystyka przyrodnicza, agroekoturystyka

ARCHITEKTURA: budynki energooszczędne i plusenergetyczne, zielone ściany i dachy

PLANOWANIE PRZESTRZENNE: zrównoważone planowanie przestrzenne z respektowaniem zachowania kapitału przyrodniczego (zielonej i niebieskiej infrastruktury)

PROWADZENIE GOSPODARSTWA DOMOWEGO: zrównoważone zakupy, zapobieganie marnotrawstwu, minimalizm, oszczędzanie zasobów (wody, energii, surowców), segregowanie odpadów, ekoedukacja członków rodziny, sąsiadów, znajomych, odmaterializowanie potrzeb – rozwój duchowy, a nie tylko materialny (antykonsumpcjonizm).

MEDYCYNA: medycyna alternatywna i holistyczna, ziołolecznictwo, terapie naturalne

DIETA: ukierunkowanie na produkty ekologiczne i alkalizujące, dieta jarska, laktowegetariańska, wegetariańska i wegańska, umiarkowanie w konsumpcji

ZAKUPY: nabywanie certyfikowanych produktów ekologicznych, minimalizowanie potrzeb, przeciwdziałanie marnotrawstwu

STYL ŻYCIA: zrównoważenie aktywności umysłowej i fizycznej, zachowanie umiaru i odpowiedzialności w życiu, empatia, życzliwość dla innych i praktykowanie wdzięczności.


Trudno jest osiągnąć ideał i w każdym z powyższych aspektów uzyskać 6-kę. Im więcej jednak uda nam się dokonać, tym bardziej ekoidea będzie stawała się rzeczywistością, tym czystsze będzie nasze środowisko, a nasze samopoczucie, satysfakcja z życia i zdrowie - lepsze. Będziemy też mogli spojrzeć odważniej w „twarz” przyszłych pokoleń, które choć nie mają głosu, będą nam wdzięczne. Pogrążając się w nieekologicznych praktykach, przeciwnych życiu i przyszłości, niszczymy nie tylko dziedzictwo otrzymane po naszych przodkach, ale degradujemy świat naszych dzieci, zaciągając coraz większy ekologiczny kredyt nie do spłacenia.


Czy powszechna ekologizacja w interesie nas wszystkich i przyszłych pokoleń ma szansę pełnej realizacji? Tempo wzrostu rynku ekologicznego daje nadzieję do optymizmu. Zazielenianie umysłów idzie jednak o wiele wolniej, a stare schematy myślowe trzymają się mocno. Bez ekologizacji mediów i odpowiedzialnej komunikacji społecznej nie da się tego szybko zmienić. Są jednak pewne jaskółki - w TV pojawiły się pierwsze proekologiczne reklamy. Generalnie, wszystko zależy od nas, od naszej świadomości, wrażliwości i woli działania. Ale o tym, jak odchudzić pasożytnicze i przeciwne ekologicznej transformacji korporacyjne biznesy, poprzez codzienne wybory i decyzje, napisałem już we wcześniejszym wpisie.


dyskusjajpg

udost_face_1jpg udost_tweetjpg