Ekopsychologiczny żołądź wyobraźni

Ktokolwiek przeczy istnieniu nieświadomości tak naprawdę przyjmuje, że nasza obecna wiedza o psyche jest całkowita. To przekonanie jest ewidentnie tak samo fałszywe, jak założenie, że wiemy wszystko, co można widzieć o wszechświecie. Dusza ludzka jest częścią natury, a jej zagadka jest równie bezgraniczna jak sama natura. Zatem nie jesteśmy w stanie zidentyfikować ani duszy, ani natury. Możemy jedynie wyrażać swoje przekonania, odnośnie do tego jakie one są i opisywać jak działają najlepiej jak potrafimy.

                                                                                                                                                               C.G. Jung

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.

                                                                                                                                                             A. Einstein

Źródłem wielu psychicznych dysfunkcji jest dysfunkcyjny światopogląd, którym posługujemy się do ich oceniania.

J. Hillman


James Hillman, który obok Theodor'a Roszaka i Joan Macy uznawany jest za twórcę ekopsychologii, jako jeden z pierwszych postawił już w latach 80-tych tezę, że psychoterapia powinna obejmować nie tyle ludzi cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości psychiczne, co całe społeczeństwo, kulturę i cywilizację. To te bowiem struktury są niezrównoważone i chore, tworząc środowisko nieprzyjazne dla ludzkiego zdrowia biologicznego i psychicznego. Rozwój wielu chorób psychicznych i tzw. psychopatologii jest reakcją organizmów na zdegenerowane środowisko, a psychoterapia lub psychiatria często leczy jedynie objawy chorób, a nie ich rzeczywiste przyczyny i źródła. To wymagałoby bowiem poddania terapii całej zachodniej cywilizacji, a globalnie całej współczesnej cywilizacji technicznej, niszczącej w zastraszającym tempie nie tylko biosferę i równowagę przyrodniczą, ale również naszą psychosferę i równowagę psychiczną.


Na gruncie filozoficznym takie diagnozy forsował już od połowy lat 70-tych Henryk Skolimowski. Filozofia, w tym ekologiczna, daje nam jednak tylko odpowiedź na pytanie „dlaczego?”. Dlaczego mamy do czynienia z kryzysem ekologicznym cywilizacji współczesnej i skąd się on wziął. Nie powie nam jednak jak trafić do ludzi i wprowadzić nowe i ożywcze idee w życie. W szczególności jak przeprowadzić powszechną metanoię, czyli proekologiczną przemianę ludzkiej świadomości, postaw, mentalności i całego konwencjonalnego systemu wartości, który odpowiada za pasożytniczy i toksyczny dla planety sposób myślenia i zachowania współczesnego człowieka – konsumenta, przejadającego nieodnawialne zasoby, własną przyszłość i tworzącego góry śmieci. To zadanie właśnie dla ekopsychologii.


Co trzy minuty, na skutek niszczenia biocenoz, biotopów i ekosystemów (głównie wycinania i wypalania lasów tropikalnych) i kumulowania się zanieczyszczeń znika z powierzchni ziemi jakiś gatunek roślinny lub zwierzęcy (nie osobnik, tylko cały gatunek!). Z tego powodu alarmizm ekologiczny jest moim zdaniem na miejscu, gdyż wszelkie granice globalnego bezpieczeństwa ekologicznego zostały już przekroczone, a Ci (głównie w kręgach konserwatywnych) co głoszą, że nic się nie dzieje i można prowadzić swój business as usual, albo że wszystko za nas zrobi na górze dobry Bóg, nie wiedzą co czynią. Nawet jeśli aktywność Grety Thunberg, swoistej ikony alarmizmu klimatycznego, opiera się na trudno weryfikowalnych założeniach, że to działalność człowieka jest główną przyczyną efektu cieplarnianego, a nie kolejny interglacjał lub inne czynniki naturalne, to i tak wszelkie działania zwracające uwagę społeczną na problemy naszego środowiska – i biosferycznego i klimatycznego – są z perspektywy przeciwdziałania kryzysowi ekologicznemu potrzebne i pożądane. Granice zrównoważonego rozwoju i naturalna odporność globalnego systemu biosfery zostały już dawno naruszone, a działania zmierzające do zawrócenia Titanica naszej cywilizacji z błędnego kursu są po prostu konieczne, o ile mamy przetrwać. W szczególności takie działania, które skutecznie kruszą powszechną apatię i znieczulicę i zwracają uwagę na palący problem globalnego niszczenia środowiska, budzą ekologiczną wrażliwość, ekologiczną wyobraźnię i ekologiczne sumienia zarówno elit, jak i całego społeczeństwa.


Kwestia właściwego przyswojenia sobie i uświadomienia tej kryzysowej sytuacji, w szczególności na poziomie emocjonalnym jest punktem stycznym pomiędzy filozofią ekologiczną a ekopsychologią. Punktem wyjścia ekofilozofii jest refleksja nad kryzysem ekologicznym i jego przyczynami. Punktem wyjścia ekopsychologii sposób przeżywania tego kryzysu. Jak twierdzi Joan Macy, bez właściwego przeżycia tego stanu, a właściwie traumy związanej z niszczeniem przyrody i cierpieniem Matki Ziemi, ludzie nie będą w stanie autentycznie się tym przejąć i zmienić swoich postaw na bardziej proekologiczne. Dopóki nie usłyszymy głosu Ziemi, który jest jej płaczem, nasze serce pozostanie niewzruszone. Głos ten możemy jednak tylko usłyszeć w naszym wnętrzu, bo biosfera nie ma ust. My, będąc jej częścią, powinniśmy być więc jej umysłem i głosem. Nasza natura jako ludzi łączy się z naturą przyrodniczą poprzez nieświadomość ekologiczną, którą w nawiązaniu do koncepcji C.G. Junga znakomicie opisał T. Roszak. Opracował on osiem zasad ekopsychologii, których praktykowanie może przywrócić nam zagłuszoną wrażliwość i zdolność do ekologicznej empatii (Zob. https://www.ekologia.pl/artykul/inne/Ekopsychologia-osiem-zasad,375.html)


Ekopsychologia (ale również i ekologia głęboka) wyrasta z psychologii głębi Junga i stara się odbudować – rozszczepioną przez dualizm przedmiotu i podmiotu, świata i człowieka, ciała i duszy – jaźń i tożsamość ekologiczną człowieka. Nasza alienacja od przyrody, skutkująca dziś kryzysem ekologicznym, przejawia się zarówno naszym oddzieleniem od Natury przez duże "N", jak i od naszej własnej ludzkiej natury, która jest jej częścią i z niej genetycznie wyrasta. O ile Freud pojmował podświadomość i nieświadomość indywidualistycznie, o tyle Jung forsował pojęcie nieświadomości zbiorowej, wspólnej dla całego gatunku ludzkiego (ludzkości). Nieświadomość tą tworzą pierwotne instynkty, intuicje, uczucia, impulsy i archetypy, powstałe w toku milionów lat ewolucji i zgromadzone w warstwach naszej psychiki i we wcielonej mądrości naszych ciał. To, jak sprawnie one funkcjonują, podtrzymując życie bez udziału naszej świadomości, koordynując miliony procesów fizjologicznych jak w wielkiej orkiestrze tworzącej biologiczną muzykę życia, godne jest najwyższego podziwu, zachwytu i wdzięczności. I właśnie tą wdzięczność za życie J. Macy uznaje za istotne źródło siły, której tak potrzebujemy by stawiać czoła różnym kryzysom. Drugim źródłem siły psychicznej jest łączenie się i jednoczenie ludzi podobnie myślących. Holistyczne pojęcie nieświadomości zbiorowej Junga rozwinął Roszak w kategorię nieświadomości ekologicznej, którą utożsamił z całą przyrodą – z całym kosmicznym organizmem. Nasza psychika zakorzeniona jest w mózgu, a ten w ciele. Rdzeniem naszej psychiki jest mózg gadzi, wspólny dla wszystkich ludzi, w którym kluczową rolę odgrywają afekty i pierwotne instynkty. Poprzez fizyczne ciała łączymy się z przyrodą wchłaniając w siebie powietrze i spożywając pochodzący z przyrody pokarm, uczestnicząc metabolicznie w wymianie i obiegu materii i energii ze środowiskiem. Z poprzednimi generacjami jesteśmy połączeni fizycznie w czasie poprzez pępowiny łączące nas z organizmami matek i nasienie naszych ojców, tworzące rozbudowane genealogicznie, wielokomórkowe organizmy rozciągnięte w czasie i przestrzeni niczym wielkie, wielopokoleniowe grzybnie, prowadzące w toku ewolucji od pierwotnych jednokomórkowców powstałych w Praoceanie do społeczeństw dnia dzisiejszego. Słoność naszych płynów fizjologicznych przypomina nam o tym, że ponad 70% naszych ciał to woda z pierwotnego oceanu, z którego wyszło życie i rozpoczęło swoją lądową, a w przyszłości pewnie i kosmiczną przygodę. Wszelka materia powstała w gwiazdach miliardy lat temu i zapewne do nich ze miliardy lat powróci, zgodnie ze stoicką koncepcją wiecznego powrotu. Wyobrażenie i uświadamianie sobie tych naturalnych i kosmicznych związków, powiązań i cykli, integruje nas i harmonizuje z całym ewolucyjnym dziedzictwem Natury. Pozwala wydobywać nieświadomość ekologiczną z mroku zapomnienia naszych źródeł i tworzyć pełną świadomość ekologiczną, której nam, jak i całej Planecie dzisiaj tak bardzo brakuje. Jest to historia naturalna, która łączy wszystkich ludzi, tak jak łączy nas oddychanie tym samym powietrzem, fizjologiczne potrzeby naszych organizmów i życie pod tym samym słońcem i niebem pełnym gwiazd. I to jest nasza wielka i prawdziwa historia, przy której historia powszechna, kultury i cywilizacje są jak mrugnięcia okiem.


Przeczytałem ostatnio Kod Duszy J. Hillmana, książkę z 1996 roku, wydaną u nas jednak dopiero w 2018. Podobnie jak Erich Fromm, Hillman miał również wykształcenie filozoficzne, ich dzieła mają pogłębiony ideowo charakter, wykraczający poza wąsko empiryczne ujęcia, w stronę całościujących, holistycznych perspektyw. Nie są to prace analityczne, lecz syntetyczne i integrujące, wpisujące się w ekosystemowy, antypozytywistyczny paradygmat. Podobnie jak Skolimowski, Hillman był zakotwiczony w konwencjonalnej, akademickiej uczelni zachodniej (USA), lecz swoimi pracami daleko wybiegał poza akademicką konwencję. Tak jak Skolimowski w filozofii analitycznej, Hillman osiągnął wysoki poziom znajomości konwencjonalnej psychologii i psychiatrii i mógł sobie zasadnie „pozwolić” na krytykę jej fundamentalnych założeń i zaproponowanie nowego paradygmatu. Hillman uważał, że psychologia współczesna zagubiła swój główny i właściwy tej nauce przedmiot, jaki jest ludzka psyche – dusza. Zamysł Hillmana jest więc analogiczny do projektu Heideggera, który nawoływał w filozofii do powrotu do jej właściwego przedmiotu, jakim jest Bycie, Bycie-w-Świecie i życie. W przeciwieństwie jednak go Husserla (twórcy fenomenologii), Hillman nie oddzielał wyraźnie psychologii i psychologizmu od filozofii i logicznego namysłu. Podobnie jak Fromm widział on istotną jedność tych dyscyplin, ich wzajemną komplementarność i uwarunkowania. Takie też podejście pozwoliło mu wypowiedzieć zdanie, że „źródłem wielu psychicznych dysfunkcji jest dysfunkcyjny światopogląd, którym posługujemy się do ich oceniania” (Kod Duszy, s. 295). Światopogląd to twór stricte filozoficzny, choć nie analityczny, tylko syntetyczny (całościowy). Tym negatywnym, destruktywnym światopoglądem, tak jak diagnozował to też Skolimowski, jest mechanicyzm. „Potwór mechanicyzmu, zawsze przyczajony i czujny, objawia się w każdym stuleciu nowoczesnej historii Zachodu i musi być pilnie wypatrywany przez każde kolejne pokolenie – a zwłaszcza przez nasze, w dobie współczesnej, kiedy to zwracanie uwagi na istnienie „czegoś jeszcze” poza genami i wychowaniem utożsamiane bywa z wiarą w duchy i magią” (Kod Duszy, s. 243). W ocenie Hillmana i Skolimowskiego to kartezjański mechanicyzm i dualizm odpowiedzialne są za redukcję różnorodności ludzkiej psyche i kultury do fizycznej materii, scjentystycznie (atomistycznie) i partykularnie pojmowanej nauki (wielości osobnych nauk, z których każda rości sobie pretensje do bycia „tą podstawową i najważniejszą”) oraz do sztucznie oddzielonych od siebie „funkcji psychicznych” – jak zmysły, przetwarzanie informacji, afekty i emocje, imaginacja, świadomość, wola, intencje.


Hillman i Skolimowski zdecydowanie stają po stronie romantyzmu, mitu, metafory, uczucia, nastroju, piękna, formy, stylu, harmonii, empatii, odwracając się od wyrachowanej analitycznie filozofii czy psychologii. Obydwoje nowożytny racjonalizm, a później pozytywizm oskarżają o wielkie, materialistyczne zubożenie ludzkiej psychiki (ducha). „Szaleństwo redukowania ludzkiego umysłu do mózgowej tkanki nerwowej nęka człowieka Zachodu od bardzo dawna. Zapewne nigdy się z niego nie wyleczymy, ponieważ stanowi ono jeden z podstawowych elementów naszego racjonalistyczno-pozytywistycznego zachodniego sposobu myślenia. Ukryty w głębiach naszej psyche racjonalista che za wszelką cenę zlokalizować konkretne, namacalne przyczyny, które można „ująć w dłoń” i naprawić” (Kod Duszy, s. 242). W wymiarze zewnętrznym, ten sam patologiczny światopogląd racjonalistyczny, zasadniczo patriarchalny, odpowiedzialny jest za kryzys przyrodniczo-ekologiczny, zanik różnorodności etnicznej (uniformizacja), ale również za redukcję pierwiastka kobiecego w Świecie i w kulturze (co dobrze diagnozuje ekofeminizm).


Kompulsywnie patologiczną cechą mechanistycznie pojętej nauki jest chęć zmierzenia, zważenia, skwantyfikowania, sparametryzowania i zlokalizowania wszystkiego co się da i ujęcia tego w sztywny mechanizm przyczynowo-skutkowy (zazwyczaj jednak z eliminacją przyczyny celowej, gdyż celowość świata, w tym np. zasada antropiczna, nie mieści się założenia w tym paradygmacie). Temu, czego nie da się zmierzyć w konwencjonalnej, akademickiej nauce odmawia się tym samym prawa do istnienia. W ten sposób przeintelektualizowany skalpel poznania naukowego usunął całe obszary bogactwa ducha wyobraźni, jak symbolika, mitologia, marzenia, subiektywne wrażenia, nieświadomość, sny – wyrugowane do świata dziecięcej fantazji, subiektywnej, literackiej lub paranaukowej fikcji. Nauka na szczęście też ewoluuje a paradygmat holistyczny zakorzenia się i w jej łonie. W teorii strun, pretendującej w fizyce do miana teorii wszystkiego, zastosowanie ma matematyka niekomutatywna, gdzie pojęcie jednoznacznej lokalizacji przestrzennej, czy określonego punktu odchodzi powoli do lamusa. W ciekawej koncepcji czasu jaką przedstawił fizyk eksperymentalny Richard A. Muller (Teraz. Fizyka czasu, 2017) otwarcie krytykuje on naiwny fizykalizm (redukcjonizm fizyczny) pisząc, że kolor niebieski, jaki doświadczamy zmysłowo w naszej psychice patrząc np. na czyste niebo jest równie realny jak abstrakcyjna matematycznie funkcja falowa opisująca falę elektromagnetyczną o określonej częstotliwości, która pada na siatkówkę w naszym oku i wywołuje takie wrażenie. Zawsze w Teraz, które jest ontologicznym środowiskiem świadomości.


Punktem wyjścia eko-filozofii Skolimowskiego jest nowa metafora, utworzona w miejsce odrzucenia metafory nowożytnej, kartezjańsko-newtonowskiej wizji świata jako wielkiego mechanicznego zegara, będącego zbiorem niezależnych części (atomów, cząstek, monad, trybów, kategorii) złożonych w sztywny, deterministyczny mechanizm fizyczny. Tą nową, ontologiczną i jednocześnie kosmologiczną metaforą Skolimowskiego, ale i rzeczywistością jest Świat jako Sanktuarium. (Cała eko-filozofia wg. Skolimowskiego jest wyciąganiem wniosków i konsekwencji z tego kapitalnego założenia). U Hillmana taką psychologiczną metaforą duszy, będącą naszym właściwym ja, właściwą nam jaźnią jest towarzyszący nam od urodzenia dajmon, określany też jako: wrodzony obraz i wzór, przeznaczenie, powołanie, geniusz, ale też symbolicznie jako żołądź – na bazie którego tworzy Hillman swoją teorię żołędzia. Żołądź działa nie tyle w taki sposób, jakby był kimś w rodzaju naszego osobistego przewodnika, który doskonale zna kierunek i dalekosiężny cel podróży. Lecz raczej tak, jakby był czymś w rodzaju stylu poruszania się, wewnętrznej dynamiki, która przydaje zdarzeniom ich aspektu celowości. Nagle mamy wrażenie, że coś staje się wyjątkowo ważne i znaczące. Ten tak na pozór trywialny moment w moim życiu jest dla mnie bardzo istotny, podczas gdy tamto rzekomo bardzo doniosłe zdarzenie nie ma dla mnie większego znaczenia (Kod Duszy, s. 322). Takim ujęciem Hillman przerzuca, a właściwie odnawia most między psychologią a literaturą czy wręcz mitologią. Most ten istniał zawsze, o czym świadczy bardzo wiele motywów i postaci mitologicznych ilustrujących, czy nawet wyjaśniających złożone zjawiska i kompleksy psychologiczne, jak Edyp, Elektra czy Narcyz. To w sercu metafory i mitu, w źródłowym sensie przypowieści tkwi kluczowa prawda, wgląd i zrozumienie. A to o właściwe zrozumienie człowieka i świata i ich sensu toczy się przecież batalia między nauką z jednej, a literaturą, poezją, sztuką i filozofią światopoglądową z drugiej strony. Żołądź według Hillmana jest nieredukowalny ani do naszych genów, ani do wychowania czy kultury. Jest unikalny u każdego człowieka, tworząc niepowtarzalność jego charakteru i specyfiki (ciekawe ujęcie unikatowości każdego z nas z perspektywy biologii przedstawił Marek Kaczmarzyk w książce Unikat, Biologia wyjątkowości, 2018). Jest niewidzialny, związany z wyobraźnią i głębokimi motywami nieświadomości, które nas motywują do ważnych dla nas i dla świata działań. Podążanie za swoim dajmonem jest warunkiem osiągnięcia przez nas szczęścia – eudajmonii jak powiedzieliby starożytni Grecy.


Motywy te są niemierzalne i niezlokalizowane przestrzennie, często czysto intuicyjne lub będące tworem naszej wyobraźni. I taką właśnie rzeczywistość i różnorodność świata psychiki powinniśmy zdaniem Hillmana zaakceptować, a nie na siłę diagnozować psychopatologie i wtłaczać je w różne teorie czy modele interpretacyjne. Wiele z nich zdaniem Hillmana ma charakter czysto spekulacyjny i wręcz sofizmatyczny, jak np. „sofizmat rodzicielski”, sprowadzający źródłowe determinacje wielu naszych zachowań do takich a nie innych cech naszych rodziców. Jak powiedział Einstein, wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Jest też od niej o wiele bogatsza i dopóki ją mamy, z potworem mechanicyzmu, który ją na naszych oczach zjada, możemy nadal walczyć. Takie też było przesłanie powieści i filmu Niekończąca się opowieść... Hillman rehabilituje wyobraźnię jako twórczą siłę, konstytutywną dla ludzkiej psyche. Wyobraźnia łączy myśli, uczucia, intencje, archetypy, symbole, świadomość, pod- i nie-świadomość. Odbudowa różnorodności i bogactwa wyobraźni i wewnętrznej przestrzeni naszej psychiki jest równie ważna jak odbudowa wielkiego sanktuarium Świata, tak pięknie zaczarowanego w innej pasjonującej książce: Tajemniczy Ogród. Wewnętrzny świat jest nieskończony. I to w nim możemy budować wielkie ogrody samowiedzy i wyobraźni, bez obawy, że wyczerpiemy skończone zasoby świata naszą ekonomiczną nadaktywnością. I być może to jest właśnie naszym powołaniem jako ludzkości, zbiorowego organizmu, którego dajmonem jest odwieczna Natura.