Filozofia zrównoważonego odżywiania i życia

Filozofia zrównoważonego odżywiania i życia

Ilość publikacji, książek i artykułów na temat zdrowego i proekologicznego żywienia i stylu życia, jaka ukazała się w ostatnich latach, może przyprawić o zawrót głowy. Co ciekawe, wśród tej wielości propozycji i zaleceń - co leczy a co szkodzi, co jeść a czego nie - czasem trudno wybrać, a wiele z nich sobie wzajemnie przeczy. Warto więc poświęcić czas na lektury, które ten temat faktycznie rozjaśnią, a nie jeszcze bardziej zamącą wielością wykluczających się wzajemnie poglądów i porad. Dzielę się zatem refleksją i cytatami z trzech lektur tego typu, których przesłanie z koncepcją zrównoważenia (sustainability), tak ważną w ekofilozofii, dobrze, moim zdaniem, koresponduje.


W kontekście dietetycznym, zasada zrównoważenia występuje najczęściej w kontekście potrzeby utrzymania równowagi kwasowo-zasadowej organizmu. Z tej zasady Beata Sokołowska uczyniła kanwę swojej słynnej książki pt. Alkaliczny styl życia. Jak dzięki prostym zmianom odzyskać równowagę pH i zachować dobry stan zdrowia wydanej w 2015 r. Do powszechnych, zakwaszających nas pokarmów należą: pieczywo, nabiał, mięso, cukier, rafinowane oleje i (szczególnie) wszelkie produkty mocno przetworzone. Tego, co nas odkwasza (alkalizuje) jest z kolei w naszej diecie za mało: warzyw i owoców (ekologicznych!). Sokołowska pisze: jeśli mielibyśmy wdrożyć tylko jedno zalecenie z tej książki, to jedzenie produktów nieprzetworzonych byłoby tym, na czym by mi najbardziej zależało. Żywność przetworzona jest najbardziej zakwaszająca ze wszystkich rodzajów pożywienia, a jednocześnie uboga w wartości odżywcze, jakich potrzebuje nasze ciało. Wiele osób niewłaściwie jednak rozumie kwaso- i zasadotwórczość produktów, np. utożsamiając błędnie te pierwsze z produktami kwaśnymi. O tym, czy dany pokarm jest kwaso- czy zasadotwórczy decydują: metabolity, to znaczy produkty metabolizmu (przemian chemicznych) tego pokarmu oraz następstwa działania na całość przemiany materii w człowieku (…); bogactwo minerałów zasadotwórczych (wapń, potas, sód, magnez) i ich przewaga nad kwasotwórczymi (siarka, fosfor, chlor) (...). Kiedy dostarczamy organizmowi dostateczną ilość alkalizujących minerałów, doskonale radzi sobie on z produktami zakwaszającymi, bez zużywania wapnia, magnezu, itp. z zasobów naszych tkanek. Odpowiednia proporcja żywności (a nie eliminowanie jej grup) zapewni nam utrzymanie właściwego pH komórek, tkanek, krwi i przyniesie profity, jakie daje równowaga kwasowo-zasadowa. Wiemy już, że są to: dobre samopoczucie, energia, łatwość utrzymania odpowiedniej wagi, głęboki, regenerujący sen i łatwość zasypiania, zdrowie, ładna elastyczna skóra, witalność, poprawa koncentracji, odporność na choroby cywilizacyjne, itp. Na tym tle widać, dlaczego mocno zakwaszające produkty, jak rafinowany biały cukier i mąka (oraz oczyszczona z cennych minerałów warzona sól) są tak szkodliwe – pozbawiają nas cennych minerałów, przyczyniając się do demineralizacji zębów (próchnicy) i kości (osteoporoza), które to cenne pierwiastki nasz organizm musi oddać, aby zneutralizować nadmiar zakwaszających metabolitów. Jak pisałem już w poście dotyczącym wysterylizowania naszego życia z tego co cenne i wartościowe - zarówno w sferze aksjologicznej, jak i konsumpcyjnej przez skutki obłąkańczego feleru naszej cywilizacji, jakim jest mechanicyzm eliminujący z życia wszystko co nie mieści się w wąskim i jałowym paradygmacie mechanistyczno-analityczno-naukowym - przykład ten pokazuje wyraźnie, że pozbawiona cennych, naturalnych elementów żywność (jak powszechnie używana rafinowana biała mąka i cukier) jest równie szkodliwa dla życia, jego zdrowia, równowagi i sensu, jak wyjałowiona z holizmu filozofia analityczna (w tym ciasny racjonalizm, empiryzm logiczny, scjentyzm i materializm).


Bardzo wiele współczesnych chorób wynika właśnie z zaburzenia naturalnej równowagi (homeostazy) – jesteśmy zbyt zakwaszeni: w zakwaszonym organizmie nadmiernie mnożą się bakterie i drożdże, wytwarzające mnóstwo toksyn. Uwielbiają takie środowisko, przyczyniając się dodatkowo do powstania jeszcze większej ilości kwasów, stają się też przyczyną wielu dolegliwości, komplikacji i chorób. W zrównoważonym środowisku kwasowo-zasadowym nie mają szans na rozrost do poziomu zagrażającego zdrowiu. Zachwianie równowagi na poziomie biologicznym (organizmu) jest więc równie niepożądane jak w innych systemach (społecznym, politycznym, ekonomicznym). W książce autorka zamieściła instruktywną tabelę kwasotwórczego i zasadotwórczego oddziaływania poszczególnych produktów. Poważnym problemem jest jednak również wyjałowienie gleb i produktów konwencjonalnych z cennych biopierwiastków, przez co konsumowania żywność jest często niepełnowartościowa.


Autorka mówi wyraźnie, że gdyby miała trzymać się jednej zasady zdrowego żywienia to była by to właśnie zasada równowagi kwasowo-zasadowej. Jest ona prosta i piękna, a jednocześnie praktyczna - ułatwiająca poruszanie się w gąszczu różnych dietetycznych wymogów. Jest to więc dobra zasada dla zabieganych. Już na wstępie swojej książki Autorka pisze: Nie będziemy liczyć kalorii, indeksów glikemicznych, zawartości białek, tłuszczów i węglowodanów (…), nie będziemy rezygnować z gotowania potrawy gdy brakuje nam jakiegoś składnika (…), nie będziemy mówić, że jesteśmy na diecie. Nie, to nie dieta, ale styl odżywiania, który z czasem stanie się naszym stylem życia. Autorka ceni więc wartość prostoty, która w zalewie szczegółowych i drobiazgowych informacji, wyliczeń i analiz, gdzieś nam umknęła. Formułuje proste, praktyczne zasady i uwagi:

  • najważniejszym krokiem jest pozbycie się wszystkiego co nam szkodzi

  • jemy za dużo i za skomplikowanie

  • mamy przyzwyczajenia i przekonania co można uznać za śniadanie, obiad czy kolację (…). Tymczasem wszystko cokolwiek jemy jest posiłkiem.

Aby zmienić swój styl życia i dietę na zdrowsze i proekologiczne, potrzebna jest w pierwszej kolejności gotowość do zmiany. Jak trafnie zauważa Sokołowska: zdarza się, że jesteśmy przekonani, że jadamy zdrowo, podczas gdy wcale tak nie jest. Wiele złych nawyków żywieniowych wynosimy z domu, szkoły, najbliższego otoczenia. Niestety wiele tzw. tradycyjnych dań i sposobów żywienia (jak np. powszechne łączenie mięsa z ziemniakami) jakie dominują w domach, na stołówkach, barach czy (o zgrozo) w szpitalach, w świetle tego co dziś wiemy o zdrowym żywieniu człowieka, wymaga modyfikacji (by nie nie rzec, że woła o pomstę do nieba). Często to schematy myślowe i nawyki utrudniają nam życie. Nie inaczej jest w przypadku jedzenia. Przyzwyczajeni zostaliśmy do określonych posiłków. Nabyte wzorce powodują, że gotujemy mechanicznie, nie zwracając uwagi na sygnały i potrzeby naszego organizmu. Schematy myślowe powodują też, że nie przychodzi nam nawet do głowy, iż kiepskie samopoczucie może wynikać z tego, co znajduje się na naszych talerzach. (…). Najważniejsza dla dokonania trwałych zmian w żywieniu jest więc zmiana naszego myślenia o jedzeniu.


Jak jednak w praktyce stosować złotą zasadę równowagi kwasowo-zasadowej? Według Sokołowkskiej cała tajemnica polega nie na eliminacji produktów zakwaszających, lecz na zachowaniu proporcji składników kwaso- i zasadotwórczych według reguły 70/30. Dla osób chcących odkwasić swój organizm autorka proponuję proporcje 20/80, czyli tylko 20 procent produktów kwasotwórczych w diecie i 80% alkalizujących.


Ważnym aspektem w zdrowej diecie jest również właściwe łączenie produktów: w łączeniu różnych produktów w jednym posiłku chodzi o cztery sprawy: dobre samopoczucie po zjedzeniu, zwiększenie przyswajalności składników odżywczych, sprawną pracę przewodu pokarmowego i brak dolegliwości z nim związanych oraz podniesienie wartości odżywczej pokarmów. Owoce, zwłaszcza te kwaśne należy jeść osobno, najlepiej na czczo lub pół godziny przed posiłkami głównymi. Popularny zwyczaj jedzenia owoców na deser to jeden większych błędów żywieniowych. Łączenie owoców z produktami białkowymi czy tłuszczowymi, wymagającymi innych enzymów trawiennych, powoduje, że nie są one właściwie trawione i fermentują w jelicie grubym z udziałem bakterii i grzybów, które w ten sposób dostają pożywkę dla swojego rozrostu. Wysoce niekorzystne jest również łączenie produktów wysokobiałkowych (mięsa, nabiału) z produktami o dużej zawartości węglowodanów (jak np. ziemniaki). Trawienie białek wymaga środowiska kwaśnego (w żołądku), trawienie węglowodanów zaś rozpoczyna się w zasadowym środowisku jamy ustnej. Przez mieszanie tych dwóch grup, nie jest możliwe właściwe strawienie pokarmów, spada przyswajalność składników odżywczych, a niestrawione resztki zagniwają w jelitach dostarczając wielorakich toksyn i obciążając wątrobę. W dalszej części książki autorka omawia produkty, które w diecie alkalicznej powinniśmy szczególnie często stosować: amarantus, awokado, brokuły, buraki czerwone, cebula, cytryny, czosnek, grejpfruty, imbir, jarmuż, kapusta (szczególnie kiszona), kasza gryczana i jaglana, kiełki, quinoa, marchew, migdały, nasiona słonecznika, olej lniany i rzepakowy, oliwa z oliwek, pestki dyni, płatki owsiane, pomidory, rzeżucha, sezam, siemię lniane, soczewica, szpinak, ryby, zioła (anyż, bazylia, chili, kminek, kozieradka, kurkuma, lubczyk, majeranek, mięta, oregano, pieprz, rozmaryn, szałwia, tymianek). 

Autorka podejmuje też temat suplementów diety i wyraża na ten temat bardzo rozsądną opinię: nasze zdrowie i dobre samopoczucie zależą od uwolnienia się od chemii, a nie jej dodatkowego przyjmowania w obiecujących cuda pigułkach. Cudownych preparatów nie ma, choć są suplementy, które bardzo wspomagają utrzymanie ciała w najwyższej formie. Jednak bez zmian stylu życia suplement nie naprawi tego, co popsuliśmy, i nie wyrówna niedoborów. Jedzenie i zdrowy styl życia są podstawą, a suplementy diety wyłącznie uzupełnieniem. Jest to też o tyle istotne, że jakość powszechnie dostępnych w Polsce suplementów pozostawia wiele do życzenia i jest to rynek praktycznie niekontrolowany. Nieodpowiednią suplementacją diety można więc sobie zrobić więcej złego, niż dobrego, dlatego lepiej nie ryzykować i postawić na pełnowartościową, normalną (naturalną) żywność i zbilansowaną dietę.


Obok odpowiedniego i zrównoważonego odżywiania, dla zachowania zdrowia i dobrej kondycji w alkalicznym stylu życia ważne są szczególnie, wg. Sokołowskiej:

  • sen (zasypianie przed godz. 22),

  • odpowiednie nawodnienie organizmu (picie nie później, niż 10-30 minut przed posiłkiem i nie wcześniej niż godzinę po posiłku),

  • ruch (na świeżym powietrzu),

  • zachowanie równowagi psychicznej,

  • praktykowanie wdzięczności.

Z filozoficznego punktu widzenia szczególnie istotne są te dwie ostatnie praktyki. Jak zauważa autorka: to nie same problemy, ale sposób w jaki o nich myślimy jest najważniejszy. Nie sama sytuacja problemowa, lecz to, jak ją postrzegamy, jak o niej myślimy, a w konsekwencji co w związku z nią czujemy i co zrobimy. Podobnie jak decydujemy o tym, co jadamy, również w tym wypadku mamy wybór, czym karmimy swój mózg i serce (myśli i uczucia) (…) Moc myśli sięga jeszcze dalej, bo kształtuje nasz charakter. Tworzymy siebie poprzez myśli. Dobrą wiadomością jest to, że możemy zmienić to w pożądanym kierunku. A zmiany takiej jesteśmy w stanie dokonać zawsze. Cóż za piękne, ekofilozoficzne konstatacje! Więc jeszcze parę cytatów: (…) nie jesteśmy uważni i nie jesteśmy w pełni tu i teraz. Nasze błądzące w przyszłości bądź w przeszłości myśli powodują, że chwila bieżąca nam umyka. Nie dostrzegamy tego, obok czego przechodzimy, nie czujemy zapachu drzew, itp. Chcąc doskonalić uważność, możemy podczas wykonywania takich prostych czynności skupić uwagę na odczuciach związanych ze zmysłami. Na przykład spacerując – na dotyku stopą podłoża, słyszanych wokół odgłosach itp. Myjąc naczynia – na szumie wody albo jej cieple na dłoniach. Choć pozornie może to się wydawać nudne, to jednak w efekcie przynosi wspomniane wyżej korzyści i zdecydowanie zwiększa radość życia. Stopniowo wzrasta także świadoma kontrola nad myślami. W ten sposób wzmacniamy umiejętność bycia uważnym w ogóle (…) Wiele osób szuka szczęścia, zapominając o tym, co już ma, i że jeśli szczęścia nie znajdzie w sobie, to nie znajdzie go także poza sobą.


Człowiek jest psychofizyczną jednością. I tylko przy takim ontologicznym założeniu możemy prowadzić zdrowy i zrównoważony tryb i styl życia, przyjazny dla komórek naszego organizmu, dla środowiska przyrodniczego, ale i dla komórek tego większego organizmu, który wszyscy współtworzymy, jakim jest społeczeństwo. Współżycie w harmonii z samym sobą, z otoczeniem przyrodniczym i społecznym jest możliwe. O to przecież chodzi w całej koncepcji i filozofii zrównoważonego rozwoju (ekorozwoju). Według Sokołowskiej w nawiązaniu konstruktywnych i zdrowych relacji z innymi pomocna jest umiejętność bycia wdzięcznym: stałe praktykowanie wdzięczności powoduje wzrost zadowolenia, sprawia, że w naszym życiu zaczynają dominować myśli dobre, a nie katastroficzne. Przechodzimy trening dostrzegania rzeczy dobrych. Wpływa to na wzrost świadomości i pozytywne przezywanie życia. Buduje optymizm. Daje więcej energii. Przynosi nadzieję i wiarę w dobre jutro. Poprawia sen i relacje z ludźmi. Nabieramy dystansu do problemów. Podane na końcu książki przykłady osób, w których życiu wiele zmieniło się na lepsze, dzięki alkalizacji swojego stylu życia, budzą zaufanie do autorki i jej dzieła.


***


Kolejną interesującą książką poświęconą „diecie adaptacyjnej” - adaptującej nas do współczesnych wyzwań, jak stres i wszechobecne zanieczyszczenie środowiska, jak również zachęcającą do odkrycia wielkiej wartości cudów natury, jakimi są warzywa, owoce i zioła - jest praca Agnieszki Cegielskiej pt. Naturalnie. Odkryj moc darów natury. Ciesz się zdrowiem i urodą. To piękna (tak jak i jej autorka) książka, okraszona estetycznymi fotkami, pomyślana jako atlas szczególnie korzystnych dla zdrowia produktów. W opisach ich niezwykłych, leczniczych właściwości i wartości odżywczych nie brakuje jednak i głębszych sentencji. Złota myśl (która i mi przyświecała jak decydowałem się prowadzić tego bloga) rozpoczyna tę książkę: Jeśli wiedza, którą posiadasz mogłaby zmienić życie na lepsze przynajmniej jednej osoby, to podziel się nią. Filozofia zrównoważenia i umiarkowania daje się wyczytać już na drugiej stronie: Kiedy ktoś mnie pyta, jaka jest najzdrowsza dieta, odpowiadam – różnorodna dieta umiaru oparta na naturalnych produktach i dopasowana do konstytucji naszego organizmu. Słuchanie tego organizmu jest bardzo ważne szczególnie w naszych rozpędzonych i zapracowanych czasach (…) od czasów ojca medycyny Hipokratesa nic się nie zmieniło: Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a Twoje lekarstwo pożywieniem. (...) Pamiętajmy, że nasze ciało to jedyny dom, w którym będziemy mieszkać całe życie i fakt czym je karmimy ma znaczenie.


Jakież to więc cudowne, naturalne leki proponuje nam, inspirująco opisuje i zachęca do ich częstszego spożywania Agnieszka Cegielska? To: mleko kozie, cynamon cejloński. goździki (najsilniejszy naturalny przeciwutleniacz), daktyle, kasza jaglana, quinoa, siemię lniane. Sezam, kurkuma, imbir, czarnuszka, pyłek pszczeli, spirulina, aloes, czystek, ostropest plamisty, pokrzywa, mniszek lekarski, czosnek, jarmuż, kapusta kiszona, chrzan, buraki, rokitnik, aronia, czarny bez, czarna porzeczka, róża, sosna, lipa brzoza, awokado, olej kokosowy, witamina D i selen. Przy opisie każdego produktu autorka podaje praktyczny przepis, jak go optymalnie i ze smakiem wykorzystać. Podkreśla też bardzo często, że aby skorzystać z ich właściwości zdrowotnych, koniecznie muszą być to produkty z upraw/terenów ekologicznych.


Warunkiem zdrowego stylu życia są nie tylko właściwe produkty, sposób ich łączenia i spożywania, ale i inne czynniki środowiskowe. Na swoje wyposażenie genetyczne nie mamy bowiem za bardzo wpływu, choć w świetle współczesnych odkryć biomedycznych, to czy dany gen stanie się aktywny czy nie, zależy zasadniczo właśnie od wpływu czynników środowiskowych. Genotyp nie jest jakąś arbitralną dyrektywą dla naszego ciała i życia do bezwzględnej realizacji, ale zestawem względnie elastycznych i wzajemnie współzależnych instrukcji, na które znaczący wpływ ma środowisko w jakim żyjemy, w szczególności to co z tego środowiska w siebie wchłaniamy w postaci żywności, wody i powietrza. Taką interesującą i kompleksową książką o tym traktująca jest, cytowana już we wcześniejszym wpisie „Filozofia, która leczy” praca dr Grażyny Pająk pt. Każdy kęs ma znaczenie. Dieta doktor Grace, wydana w 2018 r. W pierwszym rozdziale autorka przytacza wyniki badań WHO, zgodnie z którymi czynniki genetyczne odpowiedzialne są za nasze zdrowie jedynie w od 5 do 10 procent; medycyna w 10 – 15%; zaś styl życia i model odżywiania w 45 – 50%; a sposób myślenia i umiejętność rozładowania stresu w 20 – 25%. Choć z WHO się w wielu sprawach nie zgadzam (bo to instytucja, podobnie jak WTO i FAO niezwykle podatna na partykularny korporacyjny lobbing – pod którego wpływem m. in. miano oficjalnie ogłosić, że naturalne mleko kobiece nie jest wcale lepsze dla dzieci od mleka sztucznego; jak również zakazano określania ziół mianem leków! - codex alimentarius) sądzę, że te statystyki odzwierciedlają rzeczywistość.


Konwencjonalne, przemysłowe wersje niegdyś naturalnych produktów, zalewają nasz rynek i nasze organizmy ogromem toksycznych substancji, prowokujących niezliczone ilości jednostek chorobowych. Według cytowanych w książce wyników badań, zawartość składników odżywczych w wielu owocach i warzywach w porównaniu lat 2010 i 1910 zmniejszyła się kilkunastokrotnie! Z pewnością jedną z ważniejszych przyczyn tego stanu rzeczy jest zubożenie gleb w składniki odżywcze związane nie tylko z postępującą erozją gleb (skutki zmian klimatu) i ich wyjałowieniem spowodowanym agrochemią, ale i brak recyklingu organicznego (biorecyklingu), czyli oddawania glebie materii organicznej, stale zabieranej z niej wraz z plonami. Tymczasem warunkiem zdrowej żywności jest zdrowa gleba, a to zasób bardzo trudno odnawialny (1 cm gleby tworzy się przez ok 100 lat!), za to bardzo łatwy do zanieczyszczenia i zniszczenia przez niezrównoważone praktyki rolne i intensywną agroprodukcję.


Swoją książkę autorka rozpoczyna od omówienia poszczególnych grup produktów, jak: jaja (najbardziej szkodliwe z „3”); mięso (najbardziej szkodliwe czerwone); mleko (UHT powoduje degenerację białek); cukier, syntetyczne słodziki (aspartam, acesulfam K, cyklamina, sacharyna); gluten; soja; GMO; sztuczne dodatki do żywności.


Do niezdrowych produktów - nie wskazanych nie tylko dla osób chorych na celiakię i na diecie bezglutenowej, ale dla nas wszystkich - należy biała mąka pszenna, powszechnie stosowana w produkcji pieczywa. Agresywna, wielkoskalowa uprawa od lat 60-tych ubiegłego wieku wysoko glutenowej pszenicy karłowej wyparła dawne, korzystne dla nas jej odmiany, jak orkisz, samopsza i płaskurka: współczesne szczepy pszenicy karłowej zmodyfikowane są do tego stopnia, że nie są już w stanie przetrwać w naturalnym środowisku bez intensywnego wsparcia nawozami i herbicydami. Podobnie jest z odmianami innych „nowoczesnych” roślin, w szczególności drzew owocowych, które są już tak zmodyfikowane, że nie da się ich uprawiać naturalnie i muszą być wspomagane chemią. (Niestety zjawisko dotyczy też coraz częściej ludzi, których osłabiony system immunologiczny uzależnia ich coraz bardziej od wynalazków cywilizacji i medycyny: gadżetów, leków, suplementów, terapii). Autorka wypowiada się też na temat powszechnie stosowanego w konwencjonalnej żywności dodatku, jakim jest wzmacniacz smaki i zapachu – glutaminian sodu. Choć wiele tendencyjnych i sponsorowanych przez biznesu autorów/artykułów zawzięcie chce wykazać jego nieszkodliwość (w końcu bez tego dodatku wiele produktów nie miało by żadnego smaku i zapachu i zrujnowałoby biznes), autorka podsumowuje temat krótko: już w latach 50-tych badania na szczurach wykazały, że MSG (E621) niszczy neurony w siatkówce oka oraz powoduje uszkodzenia mózgu. Podobnie jak inne neurotoksyny uszkadza neuroprzekaźniki oraz blokuje spalanie tkanki tłuszczowej, sprzyjając tyciu. Z badań wykazujących szkodliwość zdecydowanej większości powszechnie stosowanych chemicznych dodatków do żywności i leków korporacje niewiele sobie jednak robią i prędzej „w imię naukowego i nowoczesnego światopoglądu” zaprzeczą ich wynikom, przekupią lub zastraszą autorów takich badań, opornych urzędników czy polityków.


Autorka omawia też szkodliwość popularnych metod przedłużania trwałości produktów przez napromieniowanie i stosowanie konserwantów i innych sztucznych, chemicznych dodatków. Podejmuje temat szkodliwości wielu opakowań żywności, w tym torebek foliowych, jak również szkodliwość kuchenek mikrofalowych. Osobny rozdział poświęcony jest wodzie. W świetle coraz większej ilości badań nad wodą jest to niezwykła substancja, cechująca się pamięcią i zdolnością do przenoszenia informacji (w końcu mózg to „głównie woda” :-). Najlepsza dla naszego zdrowia (a stanowi ona 70-75 masy naszego ciała) jest woda o strukturze krystalicznej (heksagonalnej) i odpowiedniej wartości energetycznej. Posiada ją woda pierwotna, jaka jest w lodowcach, wodospadach, dziewiczych rzekach, wodach podziemnych, czystych jeziorach, oceanach. Autorka podaje też metody w jaki sposób możemy witalizować wodę – przywracać jej właściwą wartość. Jedną z nich jest przechowywanie wody w autentycznych naczyniach miedzianych.


Autorka omawia też kwestię tlenu i zanieczyszczenia powietrza orz bardzo ważne i szkodliwe zjawisko smogu elektromagnetycznego, powstającego w wyniku rosnącej liczby urządzeń elektronicznych i nadajników emitujących fale elektromagnetyczne, na które jesteśmy ciągle narażeni. Rosnąca liczba glejaków mózgu, w szczególności u dzieci i innych zaburzeń i chorób neurologicznych i somatycznych może być powodowana przez rosnącą ilość elektrourządzeń, w tym przez niewłaściwe korzystanie z nich (jak np. noszenie telefonów i trzymanie ich zbyt blisko ciała).


Rozdział dotyczący właściwej diety autorka rozpoczyna od omówionego wyżej tematu równowagi kwasowo-zasadowej. Następnie przechodzi do tematu Candida: Badania przeprowadzone w krajach rozwiniętych wykazują, że obecnie powyżej 65% populacji cierpi na patologiczny rozrost Candida albicans. Przyczyną tak silnej dominacji drożdżaka najczęściej jest osłabienie układu odpornościowego. Na takie zmiany wpływ mają głównie zażywane antybiotyki, sterydy, hormony, środki antykoncepcyjne i preparaty przeciwbólowe. Olbrzymie znaczenie mają również styl życia i sposób odżywiania. Wymykająca się spod kontroli ilość związków chemicznych dodawanych nagminnie do przetwarzanej żywności [w tym, dodajmy, ich często niezbadane i wręcz niemożliwe do identyfikacji szkodliwe interakcje], stres, woda skażona i bez energii, smog elektromagnetyczny, coraz bardziej oddalają nas od natury, zaburzając stan homeostazy. Grażyna Pająk, z perspektywy swoich wieloletnich doświadczeń dietetyka i terapeuty omawia też takie jednostki chorobowe jak: nadmierny poziom homocysteiny (bo już nie cholesterolu, którego odpowiednia ilość dla zachowania zdrowia jest konieczna!), miażdżycy, nieszczelnego jelita, funkcjonowania i dysfunkcji poszczególnych narządów układu pokarmowego, szczególnie jelit – jako naszego „drugiego mózgu”, znaczenia mikrobiomu - nosimy w sobie ok. 2 kg dobrych bakterii, w tym 70% w jelitach, a bakterie te komunikują się z naszymi komórkami. Od tej komunikacji, niezakłócanej chemią i toksynami, zależy w dużym stopniu nasze zdrowie! Autorka omawia też zasady komponowania posiłków i poprawnego łączenia poszczególnych grup produktów, oczyszczania organizmu, właściwego doboru tłuszczów, znaczenia antyoksydantów, witaminy C, enzymów. Podsumowując swoje doświadczenia autorka stwierdza: Diagnozując ludzi przez lata, zauważyłam, że wszystkie problemy ze zdrowiem są zawsze związane z dysfunkcją pracy przewodu pokarmowego, problemami z nieszczelnym jelitem, przewlekłymi stanami zapalnymi i zakwaszeniem organizmu. Wyraźnie też spada potencjał na poziomie błon komórkowych i zaczyna się kaskada różnych zaburzeń (…) Świadomość zagrożeń środowiskowych, wiedza i wypracowana umiejętność samokontroli, pomagają w polubieniu i zaakceptowaniu zdrowego stylu życia. Gdy zaczynamy zdrowo żyć, pojawiają się pozytywne zmiany, które są możliwe do osiągnięcia przez każdego z nas. Zdrowy styl życia wdraża na świecie miliony ludzi, którzy zaczynają rozumieć, że: nie musimy borykać się z chorobami z autoagresji i innymi chorobami cywilizacyjnymi; brak energii w wieku 40 lat nie jest normą; nie musimy chorować na serce w wieku 20-40 lat; choroby nowotworowe nie są wyrokiem; pszenny brzuch i plaga otyłości wcale nie są normalne; w wieku 60 lat nie musimy mieć pełnej apteczki leków, a w wieku 70 lat nie musimy być niedołężni.


Centralnym punktem książki jest propozycja diety dr. Grace (DGD). Nie będę jej tu omawiał i zostawiam czytelnikom do samodzielnego zapoznania się z nią. Dość będzie znowu zacytować autorkę: Dieta DGD odkwasza, oczyszcza, regeneruje, harmonizuje i przywraca prawidłową pracę całego organizmu. Bazuje na produktach ekologicznych, nieprzetworzonych, niemodyfikowanych, naturalnych. Jest bezglutenowa, lekkostrawna, nie powoduje uczuleń, szybko odnawia śluzówkę przewodu pokarmowego, poprawia pracę śledziony, nerek i wątroby.


To co jest dobre i doskonałe, nie należy tego zmieniać. Doskonałe są niemal wszelkie wytwory natury, tworzone przez kreatywną ewolucję przez miliony lat. Niestety współczesny człowiek, owładnięty nowożytną, oświeceniową i pozytywistyczną pychą (hubris) i manią podboju przyrody, pragnie wszystko „udoskonalać”. Konsekwencje tego prowadzą oczywiście do efektów odwrotnych do zamierzonych, stąd tyle współczesnych nieszczęść cywilizacyjnych i chorób (efekty uboczne GMO - będące przejawem tej pychy - to dopiero przedsmak tego co nas może czekać). Dążenie do ulepszania wszystkiego doprowadziło do tego, że większość produktów spożywczych jest wysoko rafinowana, intensywnie oczyszcza, wręcz sztuczna. Ze wspierającego życie pokarmu i leku, żywność stała się powszechną trucizną. To, że jeszcze ciągle nie chorujemy i nie umieramy w męczarniach, wynika z niezwykłych zdolności naszych organizmów, które biologicznie robią co mogą by zwalczać toksyny i zachować równowagę zdrowie). Ale do czasu. Wydatki prywatne i publiczne na zdrowie rosną z roku na rok, ale widocznie za mało jest jeszcze tych ludzkich tragedii i chorobowych nieszczęść, by wzruszyć sumienie największych korporacyjnych trucicieli, robiących sobie świetny biznes na ludzkiej krzywdzie i cierpieniu przyrody.


Na zakończenie jeszcze parę cytatów z tej inspirującej książki, na które można by napisać osobne posty:


W supermarkecie najczęściej w jednej z alejek spotykamy napis „zdrowa żywność”. Pytanie – co znajdziemy w pozostałych?


Bez przemysłu „smakowego” producentom żywności groziłoby bankructwo! Wzmacniacze smaku to współcześnie najważniejszy element przemysłu spożywczego. Każdego roku w UE dodaje się do żywności ok. 170 tys. ton aromatów (…). Okazuje się, że młodzież, aby w ogóle mogła poczuć smak, potrzebuje dzisiaj dwudziestokrotnie bardziej intensywnych bodźców, niż ta żyjąca w końcu XX wieku!


Żadna choroba przemiany materii nie pojawia się z dnia na dzień. Przez długie lata organizm wysyła sygnały ostrzegawcze, których często nie umiemy prawidłowo odczytać lub je lekceważymy, licząc, że nam przejdzie. Jednak prawa homeostazy, w tym równowagi przemiany materii we wszystkich organizmach żywych są nieubłagane. Lekceważone, po pewnym czasie, zawsze powodują naruszenie stanu równowagi kwasowo-zasadowej płynów ustrojowych (pH 7,35 – 7,45), prowadząc do silnych zaburzeń metabolicznych. Wówczas wystarczy niewłaściwa dieta, silniejszy stres, czasowy brak ruchu (i skłonności genetyczne w tle), aby doprowadzić do ataku dny moczanowej, kolki nerkowej, kamicy żółciowej, ataku astmy, pierwszego zawału itp. Od tego momentu w popłochu zaczynamy się leczyć, szukając cudownej metody, która potrafiłaby nas uwolnić od cierpienia.


Oddzielono nas od naturalnego środowiska. Ziemia leży odłogiem. O wszystkim decydują wielkie korporacje. Powstaje pytanie, czy można zmienić ten system? Czy można wykarmić nasz świat produktami naturalnego, ekologicznego rolnictwa? Myślę, że TAK. Rolnicy ekologiczni są bardzo zaradni, generują mniejsze koszty produkcji, dodatkowo nie marnują tyle żywności i energii co giganty. Epidemia zakażeń Escherichią coli, salomonellozą czy chorobą Creutzfeldta-Jacoba (choroba szalonych krów) to przecież konsekwencje życia zwierząt w bezdusznych fabrykach, a nie w małych gospodarstwach prowadzonych w harmonii z naturą.


***


Filozofię zrównoważonego odżywiania i stylu życia można więc wyczytać, czasem między wierszami, a czasem expressis verbis już z bardzo wielu ciekawych i pożytecznych książek poświęconych dietom, zachowaniu zdrowia i dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Nie jest to bynajmniej filozofia wykładana na uczelniach lub w grubych, opasłych od pojęciowego tłuszczu, tomach. Na szczęście. Jest to praktyczna filozofia życia, stopiona z nim w jedno, jak dusza i ciało. I tylko od nas, od naszych codziennych wyborów, zależy, czy ta filozofia będzie żyła i rozwijała się, czy nie. Z każdym zrównoważonym wyborem ożywiamy ją, a podejmując nieodpowiedzialne wobec zdrowia swojego i środowiska decyzje i działania, uśmiercamy. Osiągnięcie w pełni zrównoważonego wzorca/stylu konsumpcji może nie być proste, a czasem i możliwe. To swoista sztuka życia, która jak każda sztuka, wymaga uwagi, pracy, samozaparcia, doskonalenia i poświęceń. Powinniśmy jednak wiedzieć, co jest dobre dla nas i naszego otoczenia, a co nie – rozwinąć w sobie ekologiczne sumienie. Intuicyjnie często to bardzo dobrze wiemy i czujemy. Takie jednak książki, jak wyżej omówione, powalają nam to sobie uświadomić głębiej i pełniej.

Choć właściwe żywienie to podstawa zrównoważonego stylu życia, nie ogranicza się on tylko do nabywania ekologicznych produktów spożywczych i odpowiedniej diety. Poza jedzeniem, do ważnych sfer zrównoważonego stylu życia należą:

  • RUCH. Ruch jest życiem, życie jest ruchem. Dzięki systematycznej aktywności fizycznej możemy utrzymać dobrą kondycję, lepiej odżywiać swoje komórki, spalać tłuszcz i usuwać z organizmu toksyny. Ale i kształtować silną wolę i wytrzymałość na trudności.

  • KOSMETYKI. Jak pokazują dostępne badania, ilość szkodliwych składników zawarta w powszechnie dostępnych, korporacyjnych kosmetykach jest porażająca. (Dotyczy to również kosmetyków dla dzieci, o czym świadczy ostatnia afera z produktami Johnoson&Johnson). Wielkie, globalne koncerny, dla których liczy się tylko zysk, nie mają żadnych skrupułów, aby obniżając koszty produkcji, stosować szkodliwe substancje, które już dawno powinny być wycofane z użycia i z rynku. Np. mimo wykazania ewidentnej szkodliwości soli aluminium i powodowania wielu chorób neurologicznych, jest on zawzięcie stosowany w dezodorantach przeciwpotowych, ale i jako popularne puszki do żywności. Równie szkodliwe są agresywne, syntetyczne środki zapachowe stosowane w środkach do mycia, perfumach i innych produktach, ale i sztuczne słodziki stosowane m.in. w pastach do zębów. Szkodliwe dla środowiska i organizmów morskich są mikroplastiki stosowane w preparatach peelingowych, a znajdowane potem w wątrobach i tkance tłuszczowej ryb. Ale to temat na osobny post. Powinniśmy zatem kupować naturalne, atestowane kosmetyki ekologiczne.

  • ŚRODKI CZYSZCZĄCE. To temat rzeka, a ilość szkodliwej dla zdrowia i środowiska chemii, jaka wraz ze ściekami i odpadami wydostaje się z gospodarstw domowych jest zatrważająca. Na szczęście jest coraz więcej proekologicznych zamienników konwencjonalnych „czyszczących trucizn”, począwszy od biodegradowalnych płynów do mycia naczyń, po płyny do mycia toalet, nie zawierających szkodliwego chloru i detergentów. Produktom ekologicznym często zarzucana jest niska skuteczność. Nie można tego jednak powiedzieć np. o produktach Sodasan (a rozmawiałem z wieloma osobami stosującymi te preparat, wiem to też z własnego doświadczenia).

  • UBRANIA. Powinniśmy nosić tylko te z naturalnych tkanin. Materiały sztuczne powodują niewłaściwą jonizację ciała i źle wpływają na nasz organizm. Powinniśmy też nosić ubrania jasne. Ciemne (w tym skarpetki i buty) są bardzo często barwione szkodliwymi barwnikami zawierającymi metale ciężkie.

  • ODPADY. Najważniejsze, to zapobieganie ich powstawaniu i stosowanie zasady 3 R (reduce, reuse, recycle). Według prognoz, już za kilkanaście lat odpadów pływających w morzach i oceanach będzie więcej, niż ryb, o cierpieniach milionów zwierząt morskich, lądowych i ptaków, których układy pokarmowe są zapychane torebkami foliowymi, nie wspominając. Potężne wyzwanie to recykling organiczny, czyli wydzielenie frakcji biodegradowalnej ze strumienia odpadów komunalnych i jej kompostowanie (lub uzyskiwanie biogazu w fermentacji beztlenowej, jak powszechnie to się robi w Szwecji). Mimo wielu sprawdzonych rozwiązań w tym zakresie, nie są one powszechnie stosowane. Zamiast wdrażać tanie rozwiązania oparte na sortowaniu (jak np. system ekoaltanek w Nakle nad Notecią, gdzie segreguje się ponad 20 frakcji surowcowych odpadów), forsuje się wielkie, potwornie drogie spalarnie lub tzw. biologiczno-mechaniczne przetwarzanie BMP, zużywające ogromne ilości wody, b. nieefektywne ekologicznie i ekonomiczne, nie wspominając już o bezsensownym składowaniu odpadów i pladze pożarów w ostatnim czasie. Wszystkie technologie komunalnej muszą być jednak z założenia b. drogie, żeby biznes się nachapał, a władze publiczne dostały łapówy. Proste, tanie, efektywne i ekologiczne rozwiązania są rugowane, bo leżą tylko w interesie społeczeństwa i środowiska, a nie w interesie biznesowo-politycznych elit.

Do ważnych obszarów tzw. zrównoważonej konsumpcji należą też: gospodarowanie wodą, energią, transport i komunikacja. W równoważeniu dominujących wzorców produkcji i konsumpcji chodzi generalnie o ich odmaterializowanie, czyli zmniejszenie konsumpcji produktów materialnych na rzecz konsumpcji usług i treści niematerialnych (tam, gdzie to oczywiści możliwe); na transformacji od BARDZIEJ MIEĆ do BARDZIEJ BYĆ. Cywilizacja zachodnia, w przeciwieństwie np. do indyjskiej, cierpi na ogromny niedorozwój duchowy, sparaliżowany praktycznym materializmem. Cierpi też na tym środowisko. Zasoby ziemi są skończone. Zasoby naszego wnętrza nie. Dlatego czytajmy, myślmy, czujmy i przeżywajmy więcej – doskonaląc kondycję nie tylko ciała, ale i wewnętrznej przestrzeni naszego ducha.


udost_face_1jpg udost_tweetjpg