Mała korona i wielka władza

(Wpis z dnia 28.03.2020)

Znany w Polsce promotor naturalnej, dzikiej kuchni Łukasz Łuczaj zainspirował mnie do tego postu swoją wypowiedzią na FB na temat właściwego sposobu reakcji na epidemię koronawirusa. Cytuję: (...) Jeśli by Europa szybko przechorowała wirusa, wszystko wróciłoby szybko do funkcjonowania. A tak przez miesiące będą wszystko zamykać. Ograniczona jest wolność ludzka w sposób niewiarygodny. Jesteśmy świadkami spisku europejskich komunistów i zamordystów. Nikt nie liczy ludzi, którzy popełnią samobójstwa za długi, nikt nie patrzy na bankructwo gospodarki. Większość ludzi jest odporna na wirusa (…) Zamykanie restauracji i koncertów to zamach na wolność człowieka. Jakim prawem ktoś zamyka granice mojego kraju? (…) Zgada się ze mną większość epidemiologów – wystarczy tylko lekko opóźnić epidemię, przeciąganie jej będzie katastrofą”. I choć wkrótce po tym pochwalnym wobec premiera Wielkiej Brytanii wpisie, Boris Johnson zrezygnował z liberalnego (nota bene właściwego tradycji brytyjskiej) podejścia do epidemii i wzorem krajów Europy kontynentalnej wprowadził ograniczenia i restrykcje w przemieszczaniu się obywateli, kwestia właściwej reakcji na epidemię jest nadal otwarta. Koszty zatrzymania ruchu społecznego i gospodarczego mogą bowiem znacznie przewyższyć korzyści społeczne z wprowadzonych ograniczeń, a z pewnością wywołają długofalowo recesję i inflację. Przede wszystkim mogą jednak zadusić samą gospodarkę, która nie udźwignie takich skumulowanych kosztów społecznych, lub cofnąć ją o kilkadziesiąt lat w rozwoju (źródłem wartości pieniądza są bowiem przedsiębiorstwa, a nie banki jak się niektórym wydaje).


Epidemie były i są naturalnym zjawiskiem w przyrodzie i historii ludzkości i równie naturalnym sposobem ich przezwyciężania było uodpornianie się ludzkich populacji na określone patogeny. Jako takie epidemie zaczęły jednak towarzyszyć człowiekowi dopiero od czasu rozpoczęcia osiadłego trybu życia, wraz z powstaniem rolnictwa ok 10 tys. lat temu i tworzeniem się dużych osiedli ludzkich. Wcześniejszy, zbieracko-łowiecki tryb życia homo sapiens sapiens, trwający nota bene przez 150 tys. lat., utrudniał kontaktowanie się i życie obok siebie dużych grup ludzi, a tym samym powstawanie i przenoszenie się chorobotwórczych patogenów. Dieta człowieka była też wtedy bardziej zróżnicowana, a tym samym nasza jakość biologiczna i odporność na choroby większa (przekonująco dowodzi tego Jared Diamond w książce Trzeci Szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem, nowe wyd. 2019). Prawo naturalnej selekcji jest nieubłagane i było przez miliony lat motorem ewolucji i naturalnego doboru. Od czasów rewolucji przemysłowej i rozwoju medycyny oraz różnych technik i technologii, przeżywalność ludzkich osobników, których naturalna selekcja już by dawno wyeliminowała, zwiększa się znacząco. Wielu biologów i lekarzy zwraca uwagę na rosnącą degenerację ludzkiego genotypu, spowodowaną sztucznym (nienaturalnym) podtrzymywaniem przez cywilizację przy życiu "osobników", które z czysto biologicznego punktu widzenia nie powinny przeżywać. Pozytywną stroną tego procesu są z pewnością korzyści społeczne, kulturowe i humanitarne związane z przeżywalnością ludzi (niepełnosprawność biologiczna, w tym genetyczna nie wyklucza bowiem kreatywności kulturowej), negatywną jednak stroną są rosnące koszty ekonomiczne i obciążenia związane z utrzymywaniem przez cywilizację rosnącej puli różnorakich schorzeń, a w perspektywie globalnej, grożące ludzkości i całej planecie przeludnienie i niewydolność społeczno-ekonomiczna. Technologia wszystkiego nie zastąpi. A jeśli zastąpi, to raczej nas (zob. mój wcześniejszy wpis Nienaturalna Inteligencja). Ludzka populacja nie może przecież rosnąć w nieskończoność, skoro zarówno powierzchnia, jak i zasoby naszej planety są skończone, a plany kolonizacji Marsa i innych planet nie wyrosły jeszcze z etapu śmiałych wizji i marzeń.


Natura zawsze eliminowała w swoich ekosystemach jednostki słabe, upośledzone i chore, utrzymując swoje populacje na najwyższym poziomie biologicznej sprawności, gdyż tego wymagał naturalny mechanizm doboru odkryty przez Darwina w XIX wieku. Nie będę tu jednak rozstrzygał, czy takie naturalistyczne (lub antyhumanitarne) metody, w historii znane ze zwyczajów panujących u Spartan, są konieczne dla długofalowego przetrwania społeczeństw i cywilizacji, zapewne jednak sama przyroda upomni się o swoje prawa. Jak głosi dawne powiedzenie: Bóg przebacza zawsze, Człowiek czasami, Przyroda nigdy. I być może obecna epidemia jest takim właśnie upomnieniem.


Z pewnością pandemia koronawirusa i cała społeczna sytuacja z tym związana daje nam asumpt do refleksji nad naszą biologiczną naturą, ograniczeniami i prawami przyrody. Bo w to, że one są i różnią się często od, niezależnie jak pojętych, praw ludzkich, nikt chyba nie wątpi. Są to prawa fizyki, chemii, biologii, fizjologii, ekologii i ewolucji, które chcąc nie chcąc, musimy respektować i uwzględniać w swoim postępowaniu, o ile zamierzajmy zarówno jako osobniki, jak i jako ludzkość, długofalowo przetrwać. Dlatego też sądzę, że Natura jest bardziej „konserwatywna” niż „lewicowa”. Ma określone prawa, zasady i „wartości”, którym musimy się podporządkować – żyć z nimi w zgodzie. Inaczej grożą nam cierpienia, choroby lub przedwczesna śmierć. Nie jesteśmy absolutnie wolni. A nasze ciało, jego potrzeby i ograniczenia, w tym jego podatność na różne choroby i proces starzenia się, nam o tym codziennie przypomina.


Dylemat między bezpieczeństwem a wolnością, który zasygnalizował Łuczaj w swoim wpisie też tego właśnie dotyczy. Choć wolność jest wartością wynoszoną na sztandary przez wszystkie opcje polityczne (różnie wszakże rozumianą), o tyle absolutne bezpieczeństwo już nie. To, co jest bezpieczne i wskazane w sytuacji epidemii, a co niebezpieczne (i dla kogo), nie jest wcale takie pewne i jasne. Działania zapobiegające zachorowaniu osób z osłabionym układem odpornościowym mogą być dobre w krótkiej perspektywie czasowej, w długiej zaś mogą być bardzo niekorzystne dla wolnorynkowej gospodarki i społeczeństwa jako całości. Tym bardziej, że innego sposobu niż finalne nabranie naturalnej odporności na patogeny, ewolucja, ani tym bardziej cywilizacja, nie wynalazła. Pewne jest to, że cywilizacja przegrywa walkę z biologią (i z ekologią). Od lat nie ma już nowych antybiotyków, stare przestają działać, a coraz więcej szczepów bakterii chorobotwórczych się na nie uodporniła. Tego, że jedyną metodą na walkę z patogenami jest wzmacnianie naturalnej odporności nie chciało się medycynie zachodniej przez cały XX wiek zrozumieć, bo korporacje świetnie zarabiały na produkcji syntetycznych leków i antybiotyków, które często były stosowane nawet profilaktycznie, w szczególności w żywieniu zwierząt w farmach przemysłowego tuczu. Z rosnącą ilością zanieczyszczeń, w tym mórz i oceanów, w tym z ciągłym gromadzeniem się nierozkładalnych biologicznie chemikaliów krążących w łańcuchu troficznym biosfery, ginięciem dziesiątek gatunków flory i fauny dziennie, ba, nawet z ogromnym zanieczyszczeniem śmieciami całej orbity okołoziemskiej, nie radzimy sobie. Dlatego kryzys biologiczno-ekologiczny się pogłębia. I dlatego działania alarmistyczne, których z uporem maniaka nie mogą zrozumieć prawicowcy, są zasadne.


Świat, a właściwie rządy krajów, organizacje międzynarodowe i korporacje, czekają oczywiście na opracowanie zbawiennej szczepionki na koronawirusa, która ma załatwić ten problem. Doświadczenia z dotychczasowymi szczepionkami na grypę i inne choroby nie dają jednak żadnych podstaw do takiego optymizmu. Każde szczepienie przyczynia się do specjalizacji układu odpornościowego człowieka kosztem jego uniwersalności oraz ma wiele efektów ubocznych. W długiej perspektywie czasowej to uniwersalność i wszechstronność jest pożądaną strukturą adaptacyjną układu immunologicznego, tak samo jak układu poznawczego człowieka (jak mawiał Pascal: lepiej wiedzieć coś o wszystkim niż wszystko o czymś). Słyszałem też tezę (choć trudno to obecnie zweryfikować), że zachorowalność na koronawirusa jest większa właśnie wśród osób szczepionych, tym bardziej, że wirusy grypy ciągle mutują i powstają coraz to nowe ich szczepy (tak samo jak wśród wirusów komputerowych), a wyścig między szczepionkami i programami antywirusowymi z jednej a wirusami naturalnymi i wirtualnymi z drugiej trwa w najlepsze, przyczyniając się do rozrostu fortun właścicieli korporacji farmaceutycznych i informatycznych. Na konfliktach, kryzysach i wojnach świetnie się przecież zarabia. Być może to właśnie odpowiedź na pytanie Qui bono? (dla czyjej korzyści?) da właściwy trop w poszukiwaniu odpowiedzi na zagadkę pojawienia się koronawirusa.

Są różne, mniej lub bardziej spiskowe teorie jego pojawienia się, począwszy od wydostania się testowanej broni biologicznej z laboratorium biotechnologicznego, poprzez stworzenie superwirusa przez połączenie genotypów wirusa grypy, HIV i innych śmiercionośnych patogenów i wypuszczenie go w celu wywołania kolejnego kryzysu społecznego, na którym jak zawsze zarabiają najbardziej wpływowe geopolitycznie grupy. Z pewnością rządy i korporacje farmaceutyczne, informatyczne i finansowe będą miały teraz idealne preteksty do:

  • usunięcia pieniądza gotówkowego (jako przenoszącego choroby) z obiegu i wprowadzenia totalnej kontroli ekonomicznej poprzez pieniądz wyłącznie elektroniczny;
  • wprowadzenia aplikacji kontrolujących naszą mobilność, zachowania i temperaturę ciała;
  • korporacje medyczne zaś i rządy uzyskają argument do przymusowego zaszczepienia wszystkich obywateli.
Większego kroku w kierunku Matrix'a (totalnej kontroli ludzi przez technikę i technologię) niż mały koronawirus, nic nie mogło poczynić.

Tak się złożyło, że tuż przed wybuchem epidemii zacząłem czytać książkę J. A. Doudna i S. H. Sternberg. Edycja genów. Władza nad ewolucją (2018) będącą opowieścią znanej biochemiczki nad odkryciami i wynalazkami w zakresie inżynierii genetycznej i opracowanej tzw. technologii CRISPR umożliwiającej praktycznie dowolny transfer genów między różnymi gatunkami organizmów. Mimo szlachetnych celów przyświecających poszukiwaniu leków na wiele rodzajów genetycznych chorób trawiących wielu ludzi, asumpt do napisania tej książki dała autorce obawa czy aby człowiek na pewno dobrze i w dobrych celach będzie uzyskaną nad genomem władzę wykorzystywał. Nie ulega bowiem wątpliwości, że obecny poziom rozwoju biotechnologii i genetycznej inżynierii stanowi punkt zwrotny w ewolucji organizmów żywych, trwającej na Ziemi już ok 3,5 mld lat. Jeśli prawdą jest, że koronawirus powstał w jakimś laboratorium z wiadomo jaką intencją (poziomowi technologicznemu zazwyczaj bowiem nie dorównuje poziom etyczny i bioetyczny posługujących się tą technologią naukowców ich technokratycznych mocodawców i sponsorów), to obecna epidemia może być dopiero małym preludium do nieszczęść, które czekają nas w przyszłości. Widmo eugeniki znowu nad nami zawisło. Parę cytatów z tej książki: Badacze, manipulując potężnymi narzędziami biotechnologicznymi w cząsteczkach DNA wewnątrz żywych komórek , potrafią teraz w racjonalny sposób modyfikować kod genetyczny, definiujący wszystkie gatunki na Ziemi z naszym włącznie. Dzięki zaś najnowszemu i zapewne najskuteczniejszemu narzędziu inżynierii genetycznej – CRISPR-Cas9 (w skrócie CRISPR) – genom, czyli cały zawarty w organizmie DNA wraz z wszystkimi genami, stał się podatny na edycję niemal tak samo jak prosty fragment tekstu. (…) Nie wątpię, że pewnego dnia ta technologia zostanie gdzieś użyta w celu zmiany genomu naszego gatunku w możliwy do dziedziczenia sposób, co na zawsze przeobrazi genetyczną strukturę ludzkości.(...).

Pisanie przez naukowców z taką lekkością o manipulacji genetycznej naszego gatunku i pycha, że można go sobie od tak zmieniać, przeraża. To, że autorka otwarcie pisze, że jest to manipulacja (a więc de facto przemoc) to dobrze. Ale to, że równie oczywiste jest dla niej, że jest to racjonalne, przypomina przekonanie nazistów, że robienie mydła z ludzi jest właśnie bardzo racjonalne, bo tłuszcz ludzki się świetnie do tego nadaje, a dokonywane przez nich eksperymenty medyczne na więźniach robione były przecież dla dobra nauki i ludzkości. Technokraci - i polityczni i naukowi - są jednak zawsze przekonani, że to co robią jest właśnie dla dobra ludzkości, choć efektem ich działań jest prawie zawsze cierpienie i śmierć. Na szczęście na łamach tej książki przebija też czasem refleksja krytyczna: Dążenie do ideału wydaje się niemal wrodzoną częścią ludzkiej natury, lecz jeśli ruszymy wzdłuż tej równi pochyłej, może nam się nie spodobać punkt, w jakim wylądujemy. (…) To bezprecedensowy fakt w historii życia na Ziemi. Wykracza on poza granice naszego pojmowania. Zmusza nas do zmierzenia się z niemożliwie trudnym, lecz zasadniczym pytaniem: co my, przedstawiciele zrzędliwego gatunku, nieumiejący w wielu sprawach dojść do zgody między sobą, postanowimy zrobić z tą budzącą grozę władzą? Podobnie jak Max Tegmark, przytaczany we wcześniejszym wpisie, autorzy Edycji Genów zdają sobie sprawę, że pytanie o granice nauki i technologi, czy to informatycznej AI czy bioinżynieryjnej, nie jest wcale z obszaru tych nauk, tylko z dziedziny filozofii, a szczególnie etyki i aksjologii. I bez istotnych rozstrzygnięć w tych dziedzinach, problemy w tych naukach będą tylko narastały. Primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić). Leczenie skutków będzie zawsze droższe niż zapobieganie im. Niestety cywilizacja techniczna tak działa, że wszystko musi być właśnie drogie (i często irracjonalne) bo wielkie grupy interesu na tym zarabiają.


Efektem epidemii jest zmniejszenie populacji ludzi. Koronawirus może być więc równie naturalną reakcją globalnego ekosystemu Biosfery na przeludnienie, jak intencjonalną próbą sztucznej regulacji przez technokratyczne i wpływowe elity (które według różnych teorii spiskowych rządzą światem), albo też skutkiem "wypadku przy pracy" w "jakimś" laboratorium biotechnologicznym. Oprócz obrony przez koronawirusem również ważna jest jednak nasza obrona przed niechybną próbą ograniczenia naszej wolności w imię globalnego bezpieczeństwa. Ale czy przed tym możemy się w ogóle jakoś bronić? Nec Hercules contra plures! Z pewnością nie możemy dać się omamić, ogłupić, zniewolić, upupić, zaszczepić, zaczipować, zindoktrynować i sformatować sobie umysłów molochom władzy i korporacji; zaprogramować przez ogłupiające reklamy do kupna śmieciowych produktów i śmieciowej żywności i tak łatwo godzić się na napromieniowywanie nasz przez nadajniki telekomunikacyjne technologii 5G (nasz patriotyczny i nadzwyczaj szanujący swoich obywateli rząd przyjął już ustawę zwiększającą stukrotnie normę promieniowania elektromagnetyczne z 0,1 W/m2 do 10 W/m2 bez szerokich badań i konsultacji społecznych). Tylko czekać aż ruszy epidemia nowotworów związanych z rosnącym skażeniem elektromagnetycznym środowiska, przed którym nie ma gdzie się schronić... Jest wszędzie. Długofalowe koszty tego będą z pewnością o wiele większe niż idzie na walkę z koronawirusem (na zdrowie publiczne, a de facto na leczenie skutków chorób, ma iść już prawie 6% PKB, a więc trzy raz więcej niż na obronność. Czy jak będzie szło 60% to dopiero ktoś zacznie myśleć i zrozumie, że ekologia to nie luksus tylko warunek przetrwania?). Z pewnością tak zrobiłby jednak każdy rząd niezależnie od politycznej barwy, gdyż wszystkie chodzą na pasku korporacyjnych grup interesów i globalnych finansów, tworzących rzeczywisty SYSTEM globalnej technokracji.

I nie jest wcale pocieszeniem, że zamiast technologii 5G z Chin będzie technologia amerykańska, której będą bronić wojska USA, tak samo jak nie jest pocieszeniem, że wirus pochodzi z Chin, a nie z Ameryki. Prawdziwym wirusem, który zagraża człowiekowi jest wirus głupoty zwiększający naszą podatność na propagandę, populizm, rządową i biznesową (korporacyjną) indoktrynację, niszczące naszą autonomię, osłabiające niezależność i wolność. I właśnie po epidemii przyjdzie dopiero prawdziwy test, czy dobrowolnie zgodzimy się na zniewolenie nas szczepionkami, elektronicznym pieniądzem, kontrolującymi aplikacjami w naszych telefonach, wszechobecnym elektromagnetycznym smogiem 5G. A właściwie "Smokiem Matrixa" i jego technokratyczną, wszechobecną władzą. To jest prawdziwy wirus - technologiczna korona totalnej władzy - cyfrowej kontroli, manipulacji i przemocy jednych ludzi nad drugimi. I po co było człowieku wychodzić z lasu? Źle Ci było przez 150 tysięcy lat Twojej historii? Quo vadis Homo sapiens sapiens???


P.S. (wpis z 10.05.2020)

Kiedyś jako dziecko wymyśliłem z kolegą sposób na biznes. Nastraszyć ludzi, że komary przenoszą wirusa HIV lub inne chorobotwórcze bakcyle, a następnie rozreklamować preparat chroniący przez nimi. Dziś taki scenariusz może rozgrywać się nie wyobraźni, ale w rzeczywistości na globalną skalę. Straszącym jest SYSTEM – czyli zblatowane globalny korporacje i rządy, biznes i media (SYSTEM bowiem to nie żaden PIS jak się wielu wydaje, lecz o wiele głębsza struktura polityczno-biznesowa) a „królikami doświadczalnymi” (a właściwie stadami baranów) są całe społeczeństwa. Nie mam żadnego interesu w tym żeby forsować spiskowe teorie, ale fakt zamknięcia ust, a nawet medialnego i wizerunkowego zniszczenia znanego naukowca profesora Stefano Montanari (wywiad) jest tego wymownym przykładem. Wystąpił on z uzasadnionym poglądem, że pomysł opracowania szczepionki na koronawirusa jest poroniony. Jak dotąd nikt nie wymyślił szczepionki na przeziębienie (wywoływane właśnie najczęściej przez koronawirusy), gdyż mutują one bardzo szybko, nawet codziennie. Oznacza to, że już następnego dnia po opracowaniu szczepionki może być ona nieskuteczna. Ale to przecież świetny sposób na biznes! Rządy dają miliardy naszym kosztem na badania, korporacje farmaceutyczne się jeszcze bardziej upasą, ileś ludzi na skutek efektów ubocznych szczepionek i powikłań się pochoruje i będzie dalej wymagać „opieki” medycznej a karuzela „biznesu zdrowotnego” jeszcze bardziej będzie się kręcić. Trzeba być ślepcem żeby tego nie widzieć, ale jak widać na ulicy, wielu ludziom maseczki zasłaniają nie tylko usta i nosy, ale nawet oczy.