Nienaturalna Inteligencja


Skoro my, ludzie, zdołaliśmy zdominować inne formy życia na Ziemi dzięki posiadaniu wyższej formy inteligencji, to prawdopodobne jest, że podobnie sami możemy zostać zdominowani przez superinteligencję.

Max Tegmark

Wydaje się, że przyroda ma wbudowany cel tworzenia coraz bardziej złożonych układów samoorganizujących się, podobnych do układów ożywionych, a cel ten jest wpisany w same prawa fizyki.

Max Tegmark

Musimy zacząć poważnie myśleć o tym, jaki rezultat preferujemy oraz jak ku niemu podążać, bo jeśli nie wiemy czego chcemy, jest mało prawdopodobne, że będziemy mieli wpływ na wynik.

Max Tegmark



Zazwyczaj, jako humanista, nie sięgam po książki na tematy techniczne i technologiczne. Jest jednak jeden temat „techniczny”, który może szczególnie interesować, o ile nie wręcz drażnić humanistów, a nawet i przyrodników. To sztuczna inteligencja AI (Artificial Intelligence).

Skolimowski często przytaczał słynną sentencję S. I. Harris'a, że prawdziwym zagrożeniem dla ludzkości jest nie to, że komputery zaczną myśleć jak ludzie, ale że ludzie zaczną myśleć jak komputery. Tzn. schematycznie i algorytmicznie. A jak mawiał Skolimowski, nie ma algorytmu (przepisu) na mądrość i szczęście – wartości najbardziej ludzkie i (chyba:-) najbardziej przez człowieka, obok zdrowia, cenione i pożądane.

Opus magnum Skolimowskiego to The Participatory Mind (1994) - koncepcja umysłu partycypującego - stworzona dwadzieścia lat po jego eko-filozofii. Nawiązuje ona do starożytnej filozofii greckiej, która źródła porządku i harmonii świata upatrywała w boskim, kosmicznym umyśle, ożywiającym Świat (hilozoizm). Zrozumienie prawdy bytu i bycia możliwe jest poprzez korespondencję (odpowiedniość) umysłu ludzkiego i kosmicznego, który go stworzył. Umysł (Logos) to mały Kosmos, a Kosmos to duży umysł. Porządek kosmiczny i ład w przyrodzie odzwierciedla się w samoorganizującej się inteligencji naszego umysłu. Nasze ciała zbudowane są z tej samej materii, która tworzy widzialny Kosmos, a wszystkie pierwiastki (atomy cięższe niż wodór) tworzące nasze ciała prażyły się miliardy lat w ogromnych gwiazdach.

Skolimowski zakładał jedność bytu (monizm). Jednocześnie jednak konstatował pewną obcość (heterogeniczność) techniki i technologii względem przyrody i jej nienaturalność (mechaniczność przeciwstawioną naturalnej organiczności Świata). Jego głównym dziełem w tym obszarze jest Technika a przeznaczenie człowieka (1995). Jak zatem na gruncie tej jednoczącej (monistycznej) wizji kosmologiczno-ontologicznej Skolimowskiego można wytłumaczyć fenomen sztuczności sztucznej inteligencji AI, która tak dynamicznie rozrasta się w jądrze nowoczesnych technologii informatycznych cywilizacji współczesnej? Temat ten od strony filozoficznej podejmuję w post scriptum.

Czy jednak sztuczna inteligencja to faktycznie inteligencja sensu stricto, quasi-intelekt, czy też „zaprogramowana algorytmami software'owa "maszyna do myślenia””? Po tym jak komputer pokonał człowieka w grze w szachy, a następnie w 2015 r. w grze w Go (a ludzkość gra w tę grę już ponad 5 tys. lat!) odpowiedź na takie pytanie nie jest wcale prosta. W grze w Go istnieje więcej kombinacji, niż jest atomów w obserwowalnym wszechświecie. Proste obliczanie możliwych posunięć nie wchodzi więc w grę i coś na kształt „intuicji” musiało w systemie obliczeniowym komputera zaistnieć. Do tej pory właśnie intuicję (obok uczuć) uważano za wyróżnik człowieka od „myślącej maszyny” - robota. Ponadto cechą sztucznej inteligencji jest uczenie się, naśladujące procesy ewolucyjne.

Problemów z uznaniem sztucznej inteligencji za naturalny (choć w jakimś sensie emergentny) etap ewolucji życia na Ziemi nie ma Max Tegmark, którego książkę Życie 3.0. Człowiek w erze sztucznej inteligencji (wyd. amer. 2017, wyd. pol. 2019) każdy zainteresowany tym tematem powinien przeczytać. I to niekoniecznie dlatego, żeby zapoznać się ze stanem współczesnej wiedzy i badań nt. sztucznej inteligencji, lecz raczej ze sposobem podejścia zwolenników i promotorów AI do kluczowych kwestii związanych z życiem i jego sensem, naszym człowieczeństwem i celem bycia na tej planecie. Dla Tegmark'a sztuczna inteligencja AI jest po prostu kolejnym etapem rozwoju życia, zwanym 3.0. 1.0 - to dla niego życie biologiczne, które trwa już na Ziemi od 4 miliardów lat. 2.0 - to życie społeczno-umysłowo-kulturowe, właściwe gatunkowi homo sapiens. Z tego życia wyłania się życie technologiczne - tytułowe Życie 3.0 z fenomenem AI. Nietrudno przewidzieć, że taki progresizm również zakłada swoisty monizm – spójność i ciągłość życia, którego istotą jest w tym ujęciu informacja. W życiu biologicznym jest nią informacja genetyczną zapisana w naszych komórkach w DNA. W życiu kulturowym to tzw. memy (jednostki informacji kulturowej, również przekazywane z pokolenia na pokolenie poprzez edukację, socjalizację, język i przekaz kulturowy). W życiu 3.0 jakim wg. profesora MIT są myślące maszyny jest nią informacja w sensie jakim operuje informatyka i programowanie.

Z procesu ewolucji życia pojętego jako rozwój i wzrost złożoności informacji Tegmark wyciąga wniosek, że celem życia jest zasiedlenie (a wręcz opanowanie) kosmosu. Ponieważ kosmos nie jest za bardzo przyjazny strukturom biologicznym, życie musi właśnie transformować w struktury technologiczne (wpierw cyborgi, potem roboty) aby mogło w nim funkcjonować. Życie może być też wg niego czysto niematerialne, umysłowe (inteligentne), w postaci tzw. emulacji, czyli umysłu (jak struktury zakorzenionej w neurologicznej sieci neuronowej mózgu lub w wirtualnej sieci neuronwej) symulowane w sztucznych sieciach neuronowych, na których bazuje sztuczna inteligencja AI. W ten sposób umysły (psychiki) mogłyby się poruszać w przestrzeni z szybkością światła, jak rozprzestrzeniające się programy.

Pewność, z jaką Tegmark wypowiada się na takie tematy momentami zatrważa. Jeśli zakłada on jedność życia technologicznego i biologicznego, może wszakże do takich wniosków dochodzić. Skolimowski zakładał jednak kluczową sprzeczność między życiem biologicznym a technologią (mechanicyzmem), która jest mu często wroga i czego przejawem jest współczesny kryzys ekologiczny spowodowany eksplozją industrializacji. Emisja różnorakich zanieczyszczeń, w tym nieustanny wzrost promieniowania ekektromagnetycznego (elektrosmogu) związanego z rozwojem technologicznym cywilizacji technicznej, telekomunikacji, stacji nadawczych i przekaźnikowych, AI i tzw. rozwiązań smart, w tym technologi 5G (potrzebnej do rozwoju pojazdów autonomicznych i tzw. internetu rzeczy) powodują ciągły wzrost presji na komórki biologiczne naszych organizmów, ich zakłócenia i stres, skutkujące coraz większą epidemią przeróżnych chorób, w tym nowotworowych. (Technokratom to oczywiście nie przeszkadza, gdyż dla nich najważniejszy jest oczywiście bożek nauki i techniki oraz postęp, a ludzi można spokojnie dla takich ideałów poświęcić. Tak właśnie powstaje na naszych oczach Matrix). Fakt, że podwyższono teraz na potrzeby wprowadzenia technologii 5G ponad stukrotnie normę promieniowania elektromagnetycznego o tym świadczy dobitnie. Z pewnością jest to tworzenie środowiska przyjaznego maszynom, automatom, robotom i sztucznej inteligencji. Jednak niezbyt przyjaznego takim strukturom biologiczno-organicznym jak człowiek. 

Tegmark operuje w swojej książce gigantycznymi skrótami myślowymi i często znaczeniami czysto intuicyjnymi. Nie jest to jednak wadą tej książki, gdyż za zdecydowaną większością z nich stoi spora i często interdyscyplinarna wiedza tego profesora najbardziej prestiżowej amerykańskiej uczelni technicznej MIT i bogata literatura naukowa uzasadniająca zakładane przez niego koncepcje i teorie. Do połowy książka ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że pisze ją technokrata, zafiksowany na swojej dziedzinie propagator AI, która ma zbawić ludzkość od wszelkiego zła i nieszczęść. Jego entuzjastyczne zapewnienia i wręcz pewność, że zastosowania AI w analizach prawnych, procesach sądowych i ferowanych wyrokach zapewni im obiektywność, dyskredytują go jako obiektywnego naukowca, sytuując bardziej po stronie technocentrycznego ideologa czy wręcz lobbysty technologii AI i stojącego za nią przemysłu informatycznego i korporacji branży IT. Jego pewność, że tzw. dobra sztuczna inteligencja zwycięży nad złą (hakerską, dążącą do przejęcia kontroli nad AI w cyberprzestrzeni w celu forsowania partykularnych interesów jej twórców) jest naiwnością niegodną naukowca, który utopijnych wizji przyszłości, godnych bardziej filmów science fiction, nie powinien przedkładać nad racjonalną analizę. Nie jest to jednak traktat stricte naukowy lecz książka popularnonaukowa .


O technokratycznym podejściu do rzeczywistości Tegmarka świadczy też przyjęte przez niego założenie, że celem życia w kosmosie jest zasiedlanie coraz większych połaci galaktyk, a nawet, że życie musi to czynić jak najszybciej, bo kosmos się stale rozszerza, galaktyki oddalają od siebie, więc niektórych nie będzie można już dogonić... A to jest przecież ogromne marnotrawstwo, bo jakieś zasoby nie zostaną wykorzystane (tak jakby celem życia była tylko konsumpcja zasobów)... (Formułuje on zależność: ...w wyścigu z czasem i ciemną energią każdy 1 procent wzrostu średniej prędkości osiedlania się przekłada się na 3 procent więcej skolonizowanych galaktyk. No można to nazwać prawem Tegmarka chyba...). Jaki wyciąga z tego generalny wniosek? Że w żadnym wypadku nie można powstrzymywać badań nad AI, a wręcz trzeba je przyspieszać i stale zwiększać na nie budżetowe i firmowe wydatki. Niektóre spostrzeżenia i wyliczenia Tegmarka są jednak niezwykle frapujące. Np. czy są jakieś granice rozwoju systemu przetwarzającego informacje – niezależnie czy będzie to mózg czy komputer (a ewolucja mózgowia świadczy dobitnie, że jego masa sukcesywnie wzrasta w toku rozwoju filogenetycznego): jeżeli świadomość wymaga, aby różne części układu były w stanie komunikować się między sobą, to myśli większych układów są z konieczności wolniejsze. Podczas gdy człowiek lub przyszły superkomputer wielkości Ziemi może mieć wiele myśli na sekundę, umysł wielkości galaktyki mógłby mieć tylko jedną na sto tysięcy lat, a umysł kosmiczny o wielkości miliarda lat świetlnych miałby tylko czas na mniej więcej dziesięć myśli w sumie, zanim ciemna energia rozdzieli go na rozłączne części.


Skolimowski był wielki wizjonerem kosmicznego umysłu. Uważał, że przeznaczeniem człowieka i umysłu jest kosmos. W tej wizji Kosmos tworzy inteligentne życie i umysł, aby móc siebie poznawać i kontemplować. W wizji fizyka, wielkość umysłu i tempo jego pracy ograniczona jest prawami fizyki, w szczególności prędkością światła z jaką rozchodzą się informacje (fale elektromagnetyczne, które je niosą). Jeśli w umyśle galaktycznym mogłoby powstać jedynie kilka myśli, pytanie, jak byłyby one głębokie:-) I to pytanie Tegmark też zadaje. Jakie to mogłyby być myśli pozostanie oczywiście domeną nie fizyki, lecz metafizyki (mocno)spekulatywnej.


W drugiej części narracja Tegmarka zaczęła stawać się już bardziej przekonująca, szczególnie od momentu, kiedy uznał on wagę i potrzebę etyki, by nie rzec filozofii, dla dalszego, pozytywnego rozwoju i konstruktywnych zastosowań sztucznej inteligencji. Dostrzegł zagrożenie, jakim może być osiągnięcie autonomii przez sztuczną inteligencję i chęć wyeliminowania przez nią człowieka, którego ograniczona w porównaniu z AI inteligencja mogłaby stanowić barierę dla jej nieskończonego rozwoju i ekspansji. Tegmark definiuje inteligencję prosto – jak sposób osiągania celów. I jeśli AI doszłaby do wniosku, że dany cel może skuteczniej i szybciej osiągnąć bez udziału ludzi, lub wręcz poprzez ich wyeliminowanie, byłby to koniec gatunku homo sapiens sapiens (eksterminowanego przez owo sztuczne „sapiens” właśnie:-). Aby zapobiec takim scenariuszowi Tegmark słusznie odwołuje się do etyki, która jako jedyna dziedzina może powstrzymać przed zachowaniami destruktywnymi (w tym autodestruktywnymi). Czy jednak można liczyć na moralność AI i jej jakiekolwiek etyczne skrupuły?? Jak na technokratę przystało Tegmark jest i w tej kwestii optymistą i, sprowadzając etykę do uczuć moralnych, nie widzi żadnych przeszkód w uznaniu, że na pewnym etapie rozwoju AI pojawią się również u niej uczucia. Sztuczna inteligencja odpowiednio rozwinięta będzie więc dysponować nie tylko superumysłem, ale i intuicją, uczuciami i emocjami. Na jakiej podstawie profesor z MIT opiera takie optymistyczne założenie trudno pojąć. Nie przedstawia on w książce ku temu żadnych zasadnych argumentów, poza wiarą (w jego autorytet) i zapewnieniami.

Im dalej czyta się tę książką, tym nad hurraoptymizmem autora bardziej zaczynają jednak przeważać wątki bardziej zdroworozsądkowe. Przykład: Odkładanie prac nad kwestiami etycznymi na później, po zbudowaniu superinteligencji z wyznaczonym celem, byłoby nieodpowiedzialne i potencjalnie katastrofalne. Doskonale posłuszna superinteligencja, której cele automatycznie pokrywają się z celami jej ludzkiego właścicielką byłaby jak SS-Obersturmbahnfuehrer Adolf Eichman na sterydach: pozbawiona własnego kompasu moralnego czy zahamowań, z bezwzględną efektywnością realizowałaby cele swojego właściciela, jakiekolwiek by one były. (...) Zatem aby mądrze zdecydować, co uczynić w sprawie rozwoju sztucznej inteligencji, my ludzie, musimy stawić czoła nie tylko tradycyjnym wyzwaniom obliczeniowym, ale także niektórym uporczywym problemom filozoficznym. (...) Aby zaprogramować przyjazną sztuczną inteligencję, musimy uchwycić sens życia. Co to jest "znaczenie"? Co to jest "życie"? Jaki jest podstawowy imperatyw etyczny?

I nich ten cytat pozostanie na zakończenie i na początek rzetelnego przemyślenia sobie kwestii sztucznej inteligencji. Jak sztuczna inteligencja się upowszechni, z pewnością coś arcyludzkiego się skończy.


Post scriptum

Choć zarzucanie ekofilozofii technofobii nie jest trafione – akceptuje ona przecież ekotechnologie (w szczególności pozwalające efektywnie wykorzystywać odnawialne źródła energii), a sprawny technicznie rower jest pojazdem sensu stricto ekologicznym - jest niezaprzeczalnym faktem, że technika i technologia, w tym stojąca za nią nauka nowożytna i tzw. matematyczne przyrodoznawstwo traktowane są przez eko-filozofię Skolimowskiego jako zmaterializowany mechanicyzm – analityczne, sztuczne, nieczułe, kontrolujące, manipulacyjne, eksploatatorskie, instrumentalne i przemocowe podejście do bytu, bycia, przyrody, człowieka i innych istot żywych (w szczególności zwierząt). Podejście, którego źródła wg. Skolimowskiego sięgają XVII-wiecznej filozofii Kartezjusza, Bacona i Newtona, zakorzeniło się w paradygmacie pozytywistycznym i trwa do dzisiaj, owocując coraz szybszą eksplozją techniki i technologii, która zdominowała cywilizację współczesną (słusznie z tego powodu określaną jako „cywilizacja techniczna”); ze środków uczyniła cele, a z człowieka trybik wielkich, coraz bardziej zglobalizowanych i totalistycznych (zawłaszczających i zniewalających) maszyn: społeczno-ideologicznych, edukacyjno-naukowo-medialnych, ekonomiczno-korporacyjnych, biurokratyczno-politycznych, „niezbędnych" w codzienności urządzeń, sprzętów, technogadżetów, 1, 2, 5... 100G, itd., itp.


Przeciwieństwem paradygmatu pozytywistyczno-technokratycznego (mechanicyzmu) jest lansowany przez filozofię ekologiczną i ekologię społeczną tzw. paradygmat holistyczny (holizm), określany też mianem (eko)systemowego lub organicznego. Istotą tego paradygmatu jest nacisk na takie wartości jak: całość, relacja, wzajemne powiązanie bytów, kooperacja, współzależność, współpraca, współodczuwanie, empatia, odpowiedzialność, samorealizacja, przeciwstawne ujęciu mechanicznemu, które postrzega świat matematycznie i atomistycznie, jako zbiory niepowiązanych ze sobą i policzalnych (kwantyfikowalnych) zbiorów i struktur bytów (atomów). Ciekawe jest to, że zmianę paradygmatu mechanistycznego sprowokowały same odkrycia tzw. nowej, posteinsteinowskiej fizyki i mechaniki kwantowej, której podobieństwo (ściśle: jej ontologicznych założeń) do holistycznych filozofii Wschodu dobrze oddał F. Capra w książce Tao Fizyki (1975). Wzajemną zaś współzależność bytu fizycznego i psychicznego zaś R. Penrose w książce Nowy Umysł Cesarza. O komputerach, umyśle i prawach fizyki (wyd. ang. 1989, wyd. pol. 1995). To nowe podejście dobrze widać w teoriach pretendujących do tzw. teorii wszystkiego, jak teoria hiperstrun (zobacz wpis Kosmos w ziarenku piasku - czyli coś z niczego) zakładającej też nową, tzw. niekomutatywną matematykę (rezygnującą z pojęcia jednoznacznie umiejscowionego przestrzennie punktu) i wielowymiarową geometrię.


Ważnym rysem podejścia eko-filozoficznego jest ontologiczny monizm, czyli uznawanie istnienia jednej substancji za istotę bytu i bycia. Tą substancją jest wg. Skolimowskiego Światło (można je też rozumieć po protu jako energię, falę lub wibrację - do czego skłania nas też teoria strun), a wielość i różnorodność bytów jest wynikiem jego różnych stanów skupienia i kondensacji. Do cech światła zalicza się jedność, dynamikę, kreatywność, ruch, życie i świadomość - pojawiającą się gdy światło dochodzi do samego siebie (zobacz wpis Transcendencja mechaniki języka i filozofia światła), co dzieje się w naszych mózgach. W języku techniczno-naukowym światło określa się jako falę elektromagnetyczną o dwoistej wszakże naturze, tzw. korpuskularno-falowej. W teorii strun, pretendującej do unifikującej wszystkie oddziaływania fizyczne teorii wszystkiego (tzw. GUT – Grand Unification Theory) światło (bezmasowe fotony, których jedyną cechą fizyczną jest prędkość światła) jest formą drgania struny, które jak nici tkają materię istnienia (można to sobie też zwizualizować jako formę prostej membrany w głośniku, której formy drgania odpowiadają za wszystkie rodzaje dźwięków, które słyszymy).


Jeśli zatem świat ma naturę monistyczną (przyjmując dualizm lub pluralizm ontologiczny popadamy bowiem w nieprzezwyciężalną niejednorodność, sprzeczność i niezrozumiałość, a także chaotyczność bytu), a monizm jest dobry (stwórczy) i w sensie ontologicznym, i epistemologicznym i eksjologiczno-etycznym, to jak można wytłumaczyć fenomen złego mechanicyzmu, który zrodził się na gruncie unifikującego umysłu ludzkiego, a następnie zmaterializował się w postaci wszechobecnej techniki i technologii? Czy da się to wytłumaczyć po augustiańsku – zły mechanicyzm jest jest po prostu brakiem dobrego organicyzmu? (nieobeznanym przypominam, że Św. Augustyn tłumaczył fenomen zła jako „brak dobra”, tzn. nie przyznawał złu realnego bytu, lecz definiował go właśnie jako brak, a więc jako coś, czego nie ma, co brakuje). Mechanicyzm jest pewną skrajnością, pewnym radykalizmem i fundamentalizmem. Wiele jego cech koresponduje z cechami męskimi (abstrahowanie, dzielenie, analizowanie, dzielenie, rozgraniczanie, klasyfikowanie, normowanie, ocenianie, manipulowanie, porządkowanie, geometryzowanie, rywalizowanie itp.), które np. na gruncie ekofeminizmu uzasadnia się potrzebą zrównoważenia przez pierwiastki kobiece, skojarzone z łagodną geometrią koła, elipsy, fali, spirali, nieokreśloności, niejednoznaczności, poezji, przepływu, swobodnej kreatywności, empatii, troski, współpracy, itp. Czy kiedykolwiek takie stany, sensy, znaczenia i wartości lub takie filozoficzne rozważania zdoła podjąć, pojąć i odczuć Sztuczna Inteligencja AI? Jeśli tak, to byłby to test na naturalność sztucznej inteligencji. To czy będzie go w stanie zdać może pokazać tylko przyszłość. Kluczowa zasada zrównoważonego rozwoju - zasada przezorności i prewencji - mówi jednak jasno, że jeśli ryzyko czegoś jest zbyt duże, należy tego zaniechać. Czy lekcja z bombą atomową i dwoma wojnami światowymi czegoś ludzkości nauczyła?