Z ziół popijam eko-czystek

Z ziół popijam eko-czystek

Gatunków czystka jest ponad 20, a najbardziej popularnym i dostępnym powszechnie w sprzedaży, jak również uważanym za najbardziej skuteczny jest cistus incanus, zwany też czystkiem kreteńskim. O leczniczych, by nie rzec cudownych właściwości czystka, napisano wiele, a stosowany on był już w starożytności i to nie tylko w leczeniu chorób ludzkich, ale i zwierząt.


Do bezdyskusyjnych właściwości czystka należą jego właściwości przeciwzapalne - bakterio- wiruso- i grzybobójcze - wynikające z wysokiej zawartości żywic naturalnych i polifenoli. Czuć to zresztą w żywicznym smaku, który mi bardzo odpowiada i porównywalny jest z zieloną herbatą, macierzanką czy korzeniem omanu (choć w przeciwieństwie do tego ostatniego zioła, stosowanego w zaawansowanych infekcjach dróg oddechowych i natychmiastowo skutecznego w kaszlu - czego sam nieraz doświadczyłem - skuteczność czystka wynika tylko z długotrwałego i prewencyjnego stosowania).


Czystek piję regularnie od pół roku – wszędzie zaleca się jego długotrwałe i systematyczne stosowanie, o ile zależy nam na uzyskaniu efektów leczniczych. Z własnych obserwacji widzę poprawę - zdecydowanie lepszą odporność i witalność.


Do zalet czystka należy to, że trudno go przedawkować, a jeden napar można zalać nawet 2-3 razy. Mimo półrocznego picia, czystek mi się nie znudził, co trudno powiedzieć o innych ziołach pitych regularnie. Poza smakiem i uniwersalnymi właściwościami prozdrowotnymi, do zalet należy jego dostępność w jakości ekologicznej, choć nie wszystkie eko-czystki smakują tak samo (trzeba więc popróbować i wybrać ten ulubiony). I to właśnie, biorąc pod uwagę wątpliwą jakość wielu ziół dostępnych w handlu, przemawia za tym, by popijać właśnie czystek jako codzienną herbatkę.


Z danych, pozyskanych przeze mnie w instytutach naukowych badających zioła (oficjalnie dostępnych publikacji naukowych w tym zakresie jest jak na lekarstwo) wynika, że jedynie 15% ziół konwencjonalnych (niecertyfikowanych ekologicznie) dostępnych na rynku, nie zawiera pozostałości agrochemicznych środków ochrony roślin. Zważywszy na lecznicze przeznaczenie ziół, woła to o pomstę do nieba. Oznacza to, że aż 75% ziół zawiera pozostałości wielu insektycydów, herbicydów i fungicydów, których bada się standardowo od 250 do 300 rodzajów, w tym takich, które są już zakazane na terenie UE, ale często nielegalnie szmuglowane zza wschodniej granicy przez nieuczciwych plantatorów.


O tym, że na plantacjach ziół stosuje się chemię, przestrzegał na swoich wykładach już w latach 90-tych profesor M. Górny, ale obecna skala tego procederu jest skandaliczna. Plantatorzy ziół stosując herbicydy ułatwiają sobie oczywiście w ten sposób pracę, pozbywając się chwastów, ale pestycydy najbardziej kumulują się właśnie w liściach i korzeniach (dotyczy to też warzyw), z których powstaje ziołowy susz.


Żeby było ciekawiej, w badanych próbach ziół często wykrywane są, zakazane już od wielu lat, ale obecne w środowisku (glebie) wycofane z użycia pestycydy chloroorganiczne, takie jak: DDT, lindan i HCH (jak się zresztą temu dziwić, skoro DDT znajdowany jest nawet w jajach pingwinów na Antarktydzie...). Ich zawartość w porównaniu z najwyższymi dopuszczalnymi pozostałościami pestycydów wymienionymi w rozporządzeniu WE nr 396/2005 przekracza te normy średnio w ponad 25% przypadków! Co czwarte zioło powinno więc być usunięte z handlu, ale z uwagi na „teoretyczne państwo” tak się często nie dzieje.


Poza pestycydami, w ziołach z konwencjonalnych plantacji, występują pozostałości stosowanych nawozów sztucznych (azotany) i metali ciężkich (kadm, ołów, rtęć, arsen). Zawartość tych substancji i pierwiastków zależy od rodzaju gleby, sposobu uprawy, i nawożenia. Stosowane nawozy i pestycydy prowadzą do zmiany fizykochemicznych właściwości gleby, zwiększając przez to wchłanialność metali ciężkich przez uprawiane rośliny. Zioła w szklarniach i pod osłonami przy intensywnym nawożeniu mineralnym gromadzą z kolei duże ilości azotanów (na co wpływa brak dostępu do naturalnego światła i niska ogólnie zawartość molibdenu w glebach).


Choć czystek w naszej strefie klimatycznej nie jest produktem niskoemisyjnym (importowany jest bowiem z krajów śródziemnomorskich i bałkańskich), to z uwagi na swoje walory smakowe i zdrowotne, wolę popijać herbatkę z jego ekologicznej wersji, niż z wątpliwej jakości niecertyfikowanych ekologicznie ziół krajowych.


100% pewność czystości chemicznej ziół mamy oczywiście wtedy, jak sami sobie je posadzimy i zbierzemy (i jak jesteśmy pewni, że gleba na której rosną nie była wcześniej traktowana chemią). Zbierając zioła ze stanu dzikiego też się upewnijmy czy w sąsiedztwie nie ma konwencjonalnych upraw. Zadrzewienia śródpolne i łąki przy uprawach polowych mogą być skażone - jak niżej.

20170527_135319copyjpg

Pokaźną kolekcję mieszanek ziołowych z certyfikatem ekologicznym mają Dary Natury (i sympatyczną pijalnię ziół w Supraślu). Rozszerzają też serię certyfikowanych ekologicznie przypraw.

20170430_120757copyjpg

Na razie pozostaję przy czystku :-)

20170709_215200copyjpg

udost_gpluspngudost_face_1jpgudost_tweetjpg